czwartek, 13 lutego 2014

29. "Papierowe miasta" John Green

Quentin Jacobsen - dla przyjaciół Q - ma osiemnaście lat i od zawsze jest zakochany we wspaniałej koleżance, zbuntowanej Margo Ruth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum. Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, które go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi przemierzyć setki kilometrów w USA. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy. Czy dowie się, kogo szuka i kim naprawdę jest Margo?


"Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz"

"Papierowe miasta" to książka autora, którego z pewnością większość z Was kojarzy po "Gwiazd naszych wina" . Jeśli chodzi o mnie, jest to moje pierwsze spotkanie z autorem. GNW już od grudnia czeka na mnie i kurzy się na półce, jednak zważywszy na to, że nie jest to wersja po polsku, biedna książeczka poczeka sobie do wakacji aż będę miała trochę więcej czasu na przeczytanie jej. Jak jednak podobała mi się właśnie to dzieło amerykańskiego autora? :)

Quentin to bardzo spokojny chłopak. Nie należy do grupy tych, którzy szybko nawiązują znajomości i są znani w całej szkole. Nie. Q to raczej typ człowieka, który pozostaje w cieniu. Z tego cienia jednak obserwuje wszystko i wszystkich dookoła. Ale czy to oznacza, że jest bardzo dobrym obserwatorem? Śmiem twierdzić, że wręcz przeciwnie.
Q może nie jest najpopularniejszym człowiekiem w szkole, ale to mu w niczym nie przeszkadza. Ma przyjaciół - Ben i Radar to dziwacy (tak, ja właśnie ich w ten sposób określam), którzy jednak bardzo dużo wnoszą do tej powieści. Oj nawet sobie nie wyobrażacie ile się uśmiałam dzięki ich tekstom!
Ale wracając do Quentina obserwatora. Wielu chyba może się domyślić, kogo też nasz bohater tak usilnie obserwuje. Tak, chodzi o Margo Ruth Spiegelman. Nasz drogi kolega nie tylko obserwuje ale i marzy. Marzy o tym by obiekt jego westchnień zwrócił na niego uwagę. Ale proszę Was, czemu dziewczyna którą szanuje cała szkoła ma zwrócić uwagę na chłopaka, który nie dorasta jej do pięt?
A jednak zwraca uwagę. I robi to w niewiarygodny sposób. A potem co? Ucieka. I jak zwykle pozostawia wskazówki. I wygląda na to, że te małe podpowiedzi są przeznaczone dla Q. Nie należy się więc dziwić, że chłopak zrobi wszystko by odnaleźć dziewczynę.

"Zawsze wydawało mi się absurdalne, że ludzie chcą się z kimś zadawać tylko dlatego, że ten ktoś jest ładny. To jakby wybierać płatki śniadaniowe ze względu na kolor, a nie smak."

Szczerze powiedziawszy, gdyby napisał to inny człowiek, który nie wprowadziłby w tę powieść tych myśli i fragmentów nad którymi spędzałam chwilę i po prostu się zastanawiałam, to chybabym odłożyła książkę po 50 stronach. Bo co to w ogóle ma być? Brzmi jak jakaś bajeczka - dziewczyna ucieka, pozostawia wskazówki i no proszę, wszyscy mają ją szukać. "Papierowe miasta" to jednak książka, którą przeczytamy i pozostaje z nami, wnosi coś do naszego życia. Znacie to uczucie? To najlepsze co może być w czytaniu, gdy po zakończeniu lektury czujesz, że coś z niej wyniosłeś, nauczyłeś się. Muszę przyznać, że miałam już w sumie dość tych książeczek, które czytam a po tygodniu kompletnie zapominam.

"Margo nie była cudem. Nie była przygodą. Nie była kruchą i drogocenną istotą. Margo była dziewczyną."

Zanim zaczęłam czytać książkę, miałam co do niej mieszane uczucia. Zapewne gdyby to była moja książka a nie z biblioteki, to jeszcze by sobie na półce poczekała. Ale wzięłam się za nią i w sumie nie żałuję. Chyba oczekiwałam czegoś trochę innego, ale i tak mi się podobało. Ale to już dzięki autorowi, który wykreował bohaterów przy których nie sposób się nudzić. Wprowadził też do dialogów język, dzięki któremu po prostu czułam się jakby Ci bohaterowie byli autentyczni. Bo nie było to słownictwo godne grzecznych małych chłopców, tylko takie jakimi nastolatkowie się faktycznie posługują. No, przynajmniej tak mi się wydaje. Dużo razy parskałam śmiechem i zapisywałam śmieszne cytaty, ale nie ciągle byłą tak kolorowo. Niestety zdarzało mi się również trochę nudzić, czasem przez kilka stron musiałam czytać o wielkich staraniach Q nad odgadnięciem jakiejś części zagadki, podczas gdy ja już wiedziałam co to będzie. Nie było to zbyt pozytywne uczucie.

" - Chłopie, nie chcę rozmawiać o butach Lacey. I powiem ci dlaczego: mam coś, co sprawia, że jestem zupełnie nie zainteresowany butami na bal. To się nazywa penis."

Nie wiem szczerze co mogłabym napisać w temacie "Papierowych miast". W sumie to nie wiedziałam nawet zaczynając tę recenzję. Musze przyznać, że lektura mi się podobała. Niestety nie mam szansy porównać jej z innymi dziełami autora, ale może to i dobrze. Wielu mówi, że książka przy nich wypada słabo, sądzę więc że raczej lepiej dla mnie, jeśli faktycznie zaczęłam dzieła autora od tej słabszej powieści. Nie mniej jednak ja jestem zadowolona z lektury i polecam ją każdemu. Teraz jestem tylko ciekawa jakie będą moje odczucia po przeczytaniu "Szukając Alaski" oraz "Gwiazd naszych wina".


 Ocena: 8/10

Tytuł oryginału: Paper Towns
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 393

6 komentarzy:

  1. To jedyna książka tego autora, której nie mam na półce, ale na szczęście jest w mojej bibliotece. Nie mogę się doczekać przeczytania Gwiazd naszych wina oraz Szukając Alaski. Może w ferie mi się uda? Oby!
    Pozdrawiam gorąco :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się Papierowe Miasta hmm podobały, ale nie była to jakaś rewelacja... Za to GWN należy do jednej z moich ulubionych książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie dzisiaj dodałam recenzję Alaski, ale dobrze się trafiło, że Ty dodałaś Papierowe Miasta, bo tej książki akurat jeszcze nie czytałam. Obawiam się jednak właśnie tego, że mając za sobą już dwie powieści autora, papierowe Miasta mogą mnie trochę rozczarować, bo również czytałam wielokrotnie, że ta książka jest znacznie słabsza od pozostałych. W każdym razie na pewno szybko się o tym przekonam, bo już niedługo się za nią zabieram :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaliczam się do ludzi, którzy uważają tę książkę za gorszą powieść Johna Greena. Czasami straszliwie się na niej nudziłam i odkładałam na kilka dni. Tak jak piszesz - głównie wtedy, kiedy próbował rozwiązać jakąś zagadkę. To mnie strasznie męczyło. Ale też niesamowicie się uśmiałam, jak nigdy ^^ Trzecia część - "Okręt" - była zdecydowanie najlepsza i raz po raz wybuchałam niekontrolowanym śmiechem. No i świetne zakończenie.
    Jednak rewelacji nie ma. O wile bardziej lubię "Szukając Alaski" i "Gwiazd naszych wina".
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkie książki Greena mam przed sobą. Z tego co słyszałam to "Papierowe miasta" na tle innych jego wygląda słabo. I chcę właśnie przygodę z twórczością Greena zacząć od tej pozycji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej tu tyle pozytywnego, a książka leży na półce. Mam nadzieję, że w końcu znajdę na nią czas, widzę że warto. :) Ogólnie dużo ludzi zachwala Greena, więc liczę na to, że i ja się nie zawiodę. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...