czwartek, 2 stycznia 2014

25. "Reality Show" Nicola Kraus & Emma McLaughlin

Autorki bestsellerowej Niani w Nowym Jorku przenoszą nas w świat Reality Show, gdzie prawdziwe dramaty rozgrywają się za kulisami.
Osiemnastoletnia Jesse zostaje wytypowana do obsady "dokumentu" o życiu nastolatków kręconego w jej szkole przez modną stację telewizyjną. Wcale nie marzy o byciu gwiazdą, ale zarobione w ten sposób pieniądze pozwolą jej pójść do college'u, więc pokusa jest ogromna. Cena, którą przyjdzie jej zapłacić, jest jeszcze większa. Udawane przyjaźnie, manipulacje producentów i pogoń za coraz większą oglądalnością sprawią, że życie Jesse przewróci się do góry nogami.
Reality Show to więcej niż lekka opowieść o przyjaźni, miłości i telewizji. To także świat obłudy, gry pozorów i bezlitosnej walki o widownię.



Ufff, jak przepisywałam ten opis z tyłu okładki sama się dziwiłam jak ciekawie on brzmi. Gdybym cofnęła się o ten tydzień (bo tak długo czytałam tę książeczkę) to zapewne dalej miałabym ochotę na lekturę. Teraz jednakże mam jedynie ochotę rzucić ją gdzieś na bok, w szary kąt i powoli zapomnieć... Ale od początku.

Jak sam opis nam mówi, czytając Reality Show zapoznajemy się z niejaką Jesse O'Rourke. Zwykła dziewczyna, uczennica liceum Hampton High, a jednak coś w niej jest odmiennego, dzięki czemu nie jest taką zwykłą uczennicą. No więc, znana stacja telewizyjna XTV postanowiła nakręcić program o życiu zwykłych licealistów i postanowili, że wykorzystają do tego właśnie szkołę do której uczęszcza Jesse. Dla dziewczyny był to szok, gdy została wytypowana do obsady. Któż by bowiem pomyślał, że zwykła szara myszka, na którą nikt nie zwraca większej uwagi, zostanie główną bohaterką nowo kręconego programu. Ciekawie, czyż nie?

Autorki piszą dość lekko. Narracja jest pierwszoosobowa, oczywiście prowadzi ją Jesse. I co mi się jako pierwsze narzuca, gdy pomyślę o tej narracji? Otóż, wydaje mi się (bo nie pamiętam czy gdzieś pisało), że główna bohaterka ma 18 lat. Z resztą można to wywnioskować po tym, jak spożywała alkohol i że wybiera się za niedługo do college'u. W wielu momentach sądziłam, że może mieć maksymalnie z 14. Uderzało mnie nieraz dość infantylne zachowanie tej postaci. To, jak ze swoją przyjaciółeczką cieszyła się, że chłopak którego <o Boże!> ubóstwia zerwał z jakąś laską, lub zamienił z nią słowo czy jak biegła by się tym pochwalić i zwierzyć, bo przecież się do niej uśmiechnął! Po prostu nie mogłam wyobrazić sobie pełnoletniej osoby. Widziałam tylko nastolatkę, która wchodzi w okres dojrzewania.
Zachowanie tej przyjaciółeczki, która nosi imię Caitlyn również mnie drażniło, w sumie nawet bardziej. Jest to dziewczyna, która wnioskując po zawartych w książce opisach jest pewna siebie i ładna. Dziewczyna od początku była przekonana, że trafi do obsady kręconego programu. Jakież to było zaskoczenie, gdy zamiast niej, wybrano jej najlepszą przyjaciółkę. Zaskoczenie, a zaraz po tym ZAZDROŚĆ. Osiemnastoletnia dziewczyna, wybierająca się do college'u strzelała fochy przez ponad 200 stron tej książki o to, że to nie ją wybrano! Nie żeby coś, ale wydaje mi się, że powinna się cieszyć, że los uśmiechnął się do Jesse. Ta natomiast jest zła na nią, jakby to była właśnie jej wina. Tak, tak to wina Jesse, że została wybrana a Caitlyn nie. Boże, ile ja nerwów straciłam gdy był wątek o tym. Muszę przyznać, że sama miałam przyjaciółkę, która była zła o coś, co nie było zależne od mojej woli (np. wybierano mnie częściej do czytania jakichś tekstów na lekcji, czy kazano mi czytać dłuższe), ale na litość boską ja byłam w czwartej klasie podstawówki. Natomiast nasze "dojrzałe" bohaterki kończą liceum. Już samo to według mnie daje ogromny minus tej książce.

Co również mi się nie spodobało? Sposób opisywania. Można wiele razy natknąć się na to, jak autorki zamiast porządnie opisać coś, napiszą tylko "to jest w stylu tego i tego (tu imię i nazwisko) celebryty." To tak jakbym ja zamiast powiedzieć mojej znajomej, że widziałam prześliczną sukienkę na wystawie - krótką, sięgającą do połowy ud, dopasowaną bla bla bla - powiedziała, ej widziałam świetną sukienkę w stylu Miley Cyrus. Takich porównań jest wiele i pojawiają się nazwiska o jakich ja nie słyszałam. Przez to wiele razy nie mogłam sobie wyobrazić choćby głupiej sukienki, bo skąd mam wiedzieć jaki styl ma wspomniana kobieta. Przecież nie mam zamiaru sprawdzać w Google.pl. A nawet jakby to nie zawsze mam przy sobie laptopa i zasięg do internetu.

Denerwowała mnie również beznadziejność niektórych scen. Jako przykład posłuży mi to, jak Jesse sądziła (!), że Drew zakochał się w Nico. Tak, tak, tak ten Drew w którym z kolei kocha się nasza Jesse. Normalnie złamało się jej serce, co więc może począć biedulka? Oczywiście! Najlepiej zbliżyć się z chłopakiem Nico, mimo że uważa, że to (cytuję!) dupek. I doprowadzić do tego dwa razu. Mimo, ze nie ma się pewnych dowodów na potwierdzenie własnych racji... Śmieszne.

Muszę niestety przyznać, że ani trochę nie wczułam się w klimat tej książki. Nie wiem do końca, czym to jest spowodowane i nawet nie mam zamiaru się nad tym zastanawiać. Jednak mimo tych wszystkich minusów, potrafiłam się czasem uśmiechnąć. Jakież to było zbawienne, gdy zaśmiałam się pod nosem czytając jakiś tam fragment. I jaka szkoda że go nie zaznaczyłam! Muszę również przyznać, że ostatnie 50 stron mnie wciągnęło. Naprawdę miłe zaskoczenie.
Mimo tego i tak, gdy myślę o Reality Show, przypomina mi się jak w któryś dzień zepsuła mi ta książka humor. Aż sama się zdziwiłam, że byłam przez nią rozdrażniona.

Podsumowując, nie polecam tej książki. Reality Show nie wniosło nic do mojego życia i stwierdzam, że mogłam spokojnie przeznaczyć ten tydzień na przeczytanie innej książki, może nawet więcej niż jednej. Z drugiej strony i tak bym w końcu musiała ją przeczytać (leżała na mojej półce po tym, jak kupiłam ją za złotówkę i chyba wiem, czemu ktoś ją oddał za darmo), bo ciekawość nie pozwoliłaby mi zapomnieć o niej. Dobrze więc, że mam ją za sobą. Dla tych jednak, którzy są zainteresowani opisem a zniesmaczeni po przeczytaniu recenzji, od razu mówię - patrząc na lubimyczytac.pl i oceny innych, własnym oczom nie wierzyłam gdy widziałam z dziewięć czy nawet dziesięć gwiazdek. Nie musicie więc sugerować się wyłącznie moją opinią, może po prostu miałam zły tydzień, czy coś. :)


Ocena: 4/10

Tytuł oryginału: The Real Real
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron:  284



Mamy już kolejny, nowy rok, życzę więc WSZYSTKIM szczęśliwego i owocnego pod względem czytelniczym tego 2014 roku. Napisałabym coś jeszcze, ale niestety teraz czas mnie goni, wybaczcie! 
Nie wstawiam również podsumowania 2013, ponieważ sądzę, że nie mam czego podsumowywać. Ubiegły rok nie był dla mnie zbyt dobry jeśli chodzi o czytanie, mam nadzieję że w tym będzie lepiej. :)

4 komentarze:

  1. Po Twojej recenzji chyba jednak nie będę jej szukać w bibliotece ani w księgarni. W sumie dla mnie też to jest dziwne, że opis taki dobry i wciągający, a książka taka średnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, czego nie powinnam czytać, wyczerpująco wypisałaś minusy. Zdaję mi się, że szczególnie denerwowałyby mnie te dziwne porównania do celebrytów.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po przeczytaniu opisu wiedziałam, że "Reality Show" nie jest dla mnie, a Twoja opinia mnie do tego ostatecznie przekonała :) Do czasu Twojej recenzji nie słyszałam o tej książce i jakoś tego nie żałuję :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam ją na oku, ale widzę, że raczej nie warto tracić na nią czasu, dzięki za ostrzeżenie :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...