czwartek, 16 stycznia 2014

27. "Requiem" Lauren Oliver

Rewolucja rozlewa się na cały kraj, oddziały rządowe średzą i brutalnie tępią grupy Odmieńców. Jako członkini ruchu oporu Lena znajduje się w samym centrum konfliktu. Rozdarta między Aleksem i Julianem walczy o swoje życie i prawo do miłości.
W tym samym czasie Hana prowadzi bezpieczne, pozbawione miłości życie u boku narzeczonego - nowego burmistrza Portland. Wkrótce drogi dziewczyn znów się zejdą, a ich spotkanie doprowadzi do bolesnej konfrontacji.
Czy można wybaczyć zdradę? Czy mury wreszcie runą?




Z takim właśnie opisem możemy zapoznać się na okładce ostatniej części jednej z najlepszych trylogii jakie czytałam. A jak ja bym się wypowiedziała na temat tego tomu?
Lena żyje nadal w Głuszy, a od kiedy pojawił się tam również Alex, nie może się na niczym skupić. Co więcej, Alex nie jest już tym samym chłopakiem, który czule ją obejmował i zapewniał, że wszystko będzie w porządku. Jest to chłopak, który po niewoli w Kryptach oziębł, jak się to na początku Lenie wydawało. Jego oczy straciły dawny błysk, uśmiech prawie w ogóle nie pojawia się na jego twarzy i jedynie włosy zostały takie jak dawniej. Ale za niedługo Lena zorientuje się, że jej Alex wciąż gdzieś tam jest. Szkoda tylko, że w jej towarzystwie jest kimś innym, obcym.
Jeśli chodzi o Juliana, to powoli już przywykł do Głuszy i jej zasad. Czy jednak chłopak nie żałuje, że pozostawił bezpieczny świat wyleczonych za sobą? A jak będą przedstawiać się relacje jego i Leny, po tym jak Alex pojawił się na horyzoncie?
Jak czytamy w opisie, rewolucja rozlewa się na cały kraj. Już nawet w Głuszy nie jest bezpiecznie, o czym nasi bohaterowie dowiadują się niebawem. A Hana? Hana została oczyszczona z wszelkich skrajnych uczuć już dawno temu. Teraz przygotowuje się ślubu z obecnym burmistrzem Portland. Pojawiła się w centrum uwagi, jej narzeczony jest wspaniały i wszystko układa się jak najlepiej. Lecz co się stanie, gdy pewnego dnia, na drogę, pod koła jej luksusowego samochodu wyskoczy głodna, wychudzona Jenny?

Requiem to już ostatnia część trylogii. Niestety. Bardzo pokochałam tę serię. Ma w sobie coś, co nie pozwalało mi spokojnie skupić się na matematyce, biologi czy Bóg wie na czym. Trzeba było czytać. W tym tomie, dzieje się naprawdę wiele zaskakujących rzeczy. Kilka razy przerywałam lekturę, by powrócić do wcześniej przeczytanego fragmentu, bo oczom po prostu nie wierzyłam. Wiele sytuacji mnie szokowało. Nie, nie żartuje. Bardzo przywiązałam się do tej trylogii i bohaterów.
Bardzo mnie uszczęśliwiło, że Alex ponownie się pojawił. Tęskniłam za nim i sądzę, że Lena jeszcze bardziej. Muszę jednak przyznać, że dziewczyna mnie nieco wkurzała swoimi wybuchami zazdrości i lekceważącym czasem zachowaniem w stosunku do Juliana. Ale wiecie co? Przemyślałam jej zachowanie i stwierdziłam, że przecież sama nie byłabym lepsza. Autorka bardzo popisała się, przy przedstawieniu bohaterów i ich uczuć. No, może ten mój kochany Julian był lekko zbyt idealny. Albo mi się po prostu daje.

W ostatniej części nie tylko zaskakuje nas wiele rzeczy. Pojawiają się również nowi bohaterowie. Nie, nie powiem jacy, bo jak przeczytacie, to sami się przekonacie. Powiem tylko tyle, że wnieśli do tej książki dużo emocji, akcji i naprawdę miło mi się czytało wątki z nimi.

A zmieniając nieco temat - wiecie co mnie jako jedyne denerwowało w tej serii? No, w sumie to ogólnie mogę się wypowiedzieć o książkach z narracją pierwszoosobową, ale przy tej trylogii odczułam to najbardziej. Wkurzyło mnie, że nie mogę obiektywnie ocenić bohaterów. Wszystkich widzę oczami Leny. Skąd więc mam wiedzieć, czy ten, którego Lena nie trawi, nie okaże się w rzeczywistości naprawdę świetnym gościem? Albo ten kogo tak Lena uwielbia, nie okaże się kimś, kto marnuje tylko nasz czas? Zero obiektywizmu, jesteśmy skazani na Lenę. Ja jednak lubię tę dziewczynę, Były nawet momenty, gdy podziwiałam jej wolę walki.

Dobra, zakończę tę recenzję. Nie mam siły, chce mi się spać, no i sama nie wiem co mogę tu dalej pisać. Chciałam tylko zaznaczyć, że jest to książka, jak i cała trylogia, naprawdę warta przeczytania. U mnie już cztery dziewczyny z klasy zaklepały tę książkę. Mogę im ją pożyczyć, ponieważ pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki. Jedna z nich po przeczytaniu jest naprawdę zadowolona i opowiadała jak ją ta lektura wciągnęła. A co ja mówię? Ta seria to rewelacja. I z pewnością nie jest to moje ostatnie z Leną, Alexem, Julianem, Raven, Hunterem i innymi..
  "Zburzcie mury"


PS. Czytałam w wielu recenzjach, że zawiodło Was zakończenie. Jeśli chodzi o mnie, nie mam mu nic do zarzucenia. No, może brakuje mi troszkę Juliana, ale jest dobrze. Gdyby autorka zrobiła zakończenie typu takiego, jakie było w Delirium czy Pandemonium to chyba bym ją znienawidziła za to, że nie zafundowała nam części czwartej.
Pozdrawiam i przepraszam za słabą recenzję.



Ocena: 10 / 10
Tytuł oryginału: Requiem
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 390

niedziela, 12 stycznia 2014

26. "Pandemonium" Lauren Oliver

A jeśli pokochasz największego wroga?

Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę. Ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie... Wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni.
Z utraconej [miłości] i bólu rodzi się nowa Lena Morgan Jones - członkini ruchu oporu. Podejmuje się najbardziej niebezpiecznej misji. Na jej drodze staje tajemniczy Julian.

Zobacz, do czego jest zdolna dziewczyna taka jak Ty!



Chwilę się zastanawiałam jak zacząć tę recenzję. Serio, nie wiem jak to zrobić. No ale dobra.
Lena trafiła do Głuszy. Czyż nie powinna być szczęśliwa? W końcu na to czekała.
C H C I A Ł A uciec z Portland przed swoim zabiegiem... Ale całe jej plany na przyszłość były związane również z Aleksem. A tu jak czytamy opis okazuje się, że wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni. Ci co przeczytali delirium, wiedzą co się stało. Nie będę więc w tej recenzji wspominać o niczym, prócz tego, że Aleksa z Leną nie ma. To zakończenie trzymało mnie w ciągłej ciekawości, co też stanie się dalej. No i proszę, przeczytałam pandemonium poświęcając na tę książkę czas, który powinnam przeznaczyć na biologię i wszelakie mutacje genetyczne... Jakie są moje wrażenia? Uwierzcie, ta  książka jest dużo ciekawsza od mutacji genetycznych.

Jak się okazuje, autorka zastosowała ciekawą taktykę tworząc rozdziały. Mianowicie występują one na zmianę - raz rozdział TERAZ potem WTEDY i tak w kółko. Czyta się bardzo dobrze. Dzięki temu, możemy poznać życie Leny zaraz po trafieniu do Głuszy a za razem wtedy, gdy już jako członkini ruchu oporu poznała Juliana. Niezmiernie mi się podobał ten zabieg, bo ciągle się coś działo. Jeśli w danym rozdziale WTEDY toczyło się normalne życie w Głuszy, to w następnym, czyli TERAZ okazuje się, że Lena jest w tarapatach.

"- A co oznacza czerwony? (...)
- Co?
- Niebieski oznacza dostawę, żółty to opóźnienie. A co oznacza czerwony?
Widzę błysk strachu w jego oczach i nagle znów przenika mnie chłód.
- Uciekać."

Jak czytamy na okładce, w pandemonium rodzi się nowa Lena (nie, nie chodzi tu o reinkarnację, jak to moja koleżanka się zastanawiała xd). Ta Lena jest odważna i pewniejsza siebie. To życie w Głuszy ją tak zmieniło. I całe szczęście, bo nie za bardzo przypadała mi do gustu tamta Lena.
Szczerze powiedziawszy, zastanawiałam się, jak ja przebrnę przez tę książkę, gdy Aleksa nie będzie. Bałam się zacząć drugi tom, sądziłam że się rozczaruję. Zastanawiałam się, jak przeżyję fakt, że na drodze głównej bohaterki stanie przystojny Julian. Ale jak się okazuje, bardzo go polubiłam.
Moją sympatię zdobyła również Raven. Jest to kobieta silna i rządzi wszystkimi, lecz pod tą grubą skorupą kryje się delikatna dziewczyna. No, może nie aż taka delikatna.
No i oczywiście, jakbym mogła nie wspomnieć o Hunterze. Chłopaka naprawdę bardzo polubiłam. Jako jeden z niewielu był od początku miły dla Leny, co i ja odbierałam naprawdę pozytywnie. Mam nadzieję, że w następnej części będzie się on pojawiał częściej, i że będę miała go okazję lepiej poznać.

Autorka pisze lekkim i zrozumiałym językiem. Opisy są barwne, wszystko można sobie z łatwością wyobrazić. Jak już wyżej wspomniałam, bardzo podobał mi się podział rozdziałów. Pandemonium to książka, która trzyma poziom. Chociaż nie, źle to określiłam. Druga część jest nawet lepsza od pierwszej. Już od pierwszych stron wciąga i ciekawi. Nie sposób się od niej oderwać, a ja jak już również wspomniałam - miałam się uczyć mutacji.

"Jest stara, złośliwa i wygląda jak skrzyżowanie żaby z pitbullem. Jest jedną z tych osób, które sprawiają, że remedium wydaje się zbędne - nie można sobie wyobrazić, by była zdolna do miłości nawet bez zabiegu."

Pojawiają się nowe postacie. Dowiadujemy się o coraz to nowych okrucieństwach ze strony rządu i wyleczonych. Poznajemy tak zwane Hieny,  które ludzie biorą za zwykłych Odmieńców. Najbardziej zaskoczyła mnie kobieta z wytatuowanym numerem 5996 na szyi. Była ona dla mnie jak i dla głównej bohaterki wielką niewidomą, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. (jaka ja tajemnicza, musicie przeczytać jak najszybciej tę książkę, żeby wiedzieć o co chodzi, bo to jest pod koniec xd)

"Wczoraj stanęłaś oko w oko z dwoma maniakalnymi zabójcami. A teraz nie możesz znieść lekkiego pieczenia?
- To zupełnie inna sprawa."

Podsumowując, książka jest naprawdę warta przeczytania. Naprawdę ją polecam każdemu. I to nie są puste słowa, bo gdy ktokolwiek mnie pyta co to za książka, i jest nią zainteresowany, to od razu tej osobie mam zamiar ją pożyczać. Jeśli mi się coś bardzo podoba, to mam ochotę żeby wszyscy to przeczytali i docenili. Nie wiem, jak tam wypadła moja recenzja, nawet mi się nie chce jej czytać, ale mam nadzieję, że nie jest źle. Zakładam, że nie przekazałam wam w niej nawet jednej tysięcznej mojego entuzjazmu. No ale przepraszam, nie wiem co mam jeszcze napisać i w jaki sposób. Po prostu chcę już lecieć czytać ostatnią część, której nie mogłam się oprzeć i zaczęłam czytać już wczoraj wieczorem. (obawiam się jednak, że nie będzie ona już tak rewelacyjna jak druga, ale to się jeszcze zobaczy.) Tak nawiasem mówiąc, czy i Wam nie kojarzy się ze Zmierzchem ten cytat wyżej? Bo mi kojarzy się bardzo ze sceną, gdy Bella leży w szpitalu po incydencie z Jamesem. xd

"Chłopak ze snu, z innego życia. Chłopak, który wrócił zza grobu. Alex."
 
Ocena: +10 / 10
  
Tytuł oryginału: Pandemonium
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 373

czwartek, 2 stycznia 2014

25. "Reality Show" Nicola Kraus & Emma McLaughlin

Autorki bestsellerowej Niani w Nowym Jorku przenoszą nas w świat Reality Show, gdzie prawdziwe dramaty rozgrywają się za kulisami.
Osiemnastoletnia Jesse zostaje wytypowana do obsady "dokumentu" o życiu nastolatków kręconego w jej szkole przez modną stację telewizyjną. Wcale nie marzy o byciu gwiazdą, ale zarobione w ten sposób pieniądze pozwolą jej pójść do college'u, więc pokusa jest ogromna. Cena, którą przyjdzie jej zapłacić, jest jeszcze większa. Udawane przyjaźnie, manipulacje producentów i pogoń za coraz większą oglądalnością sprawią, że życie Jesse przewróci się do góry nogami.
Reality Show to więcej niż lekka opowieść o przyjaźni, miłości i telewizji. To także świat obłudy, gry pozorów i bezlitosnej walki o widownię.



Ufff, jak przepisywałam ten opis z tyłu okładki sama się dziwiłam jak ciekawie on brzmi. Gdybym cofnęła się o ten tydzień (bo tak długo czytałam tę książeczkę) to zapewne dalej miałabym ochotę na lekturę. Teraz jednakże mam jedynie ochotę rzucić ją gdzieś na bok, w szary kąt i powoli zapomnieć... Ale od początku.

Jak sam opis nam mówi, czytając Reality Show zapoznajemy się z niejaką Jesse O'Rourke. Zwykła dziewczyna, uczennica liceum Hampton High, a jednak coś w niej jest odmiennego, dzięki czemu nie jest taką zwykłą uczennicą. No więc, znana stacja telewizyjna XTV postanowiła nakręcić program o życiu zwykłych licealistów i postanowili, że wykorzystają do tego właśnie szkołę do której uczęszcza Jesse. Dla dziewczyny był to szok, gdy została wytypowana do obsady. Któż by bowiem pomyślał, że zwykła szara myszka, na którą nikt nie zwraca większej uwagi, zostanie główną bohaterką nowo kręconego programu. Ciekawie, czyż nie?

Autorki piszą dość lekko. Narracja jest pierwszoosobowa, oczywiście prowadzi ją Jesse. I co mi się jako pierwsze narzuca, gdy pomyślę o tej narracji? Otóż, wydaje mi się (bo nie pamiętam czy gdzieś pisało), że główna bohaterka ma 18 lat. Z resztą można to wywnioskować po tym, jak spożywała alkohol i że wybiera się za niedługo do college'u. W wielu momentach sądziłam, że może mieć maksymalnie z 14. Uderzało mnie nieraz dość infantylne zachowanie tej postaci. To, jak ze swoją przyjaciółeczką cieszyła się, że chłopak którego <o Boże!> ubóstwia zerwał z jakąś laską, lub zamienił z nią słowo czy jak biegła by się tym pochwalić i zwierzyć, bo przecież się do niej uśmiechnął! Po prostu nie mogłam wyobrazić sobie pełnoletniej osoby. Widziałam tylko nastolatkę, która wchodzi w okres dojrzewania.
Zachowanie tej przyjaciółeczki, która nosi imię Caitlyn również mnie drażniło, w sumie nawet bardziej. Jest to dziewczyna, która wnioskując po zawartych w książce opisach jest pewna siebie i ładna. Dziewczyna od początku była przekonana, że trafi do obsady kręconego programu. Jakież to było zaskoczenie, gdy zamiast niej, wybrano jej najlepszą przyjaciółkę. Zaskoczenie, a zaraz po tym ZAZDROŚĆ. Osiemnastoletnia dziewczyna, wybierająca się do college'u strzelała fochy przez ponad 200 stron tej książki o to, że to nie ją wybrano! Nie żeby coś, ale wydaje mi się, że powinna się cieszyć, że los uśmiechnął się do Jesse. Ta natomiast jest zła na nią, jakby to była właśnie jej wina. Tak, tak to wina Jesse, że została wybrana a Caitlyn nie. Boże, ile ja nerwów straciłam gdy był wątek o tym. Muszę przyznać, że sama miałam przyjaciółkę, która była zła o coś, co nie było zależne od mojej woli (np. wybierano mnie częściej do czytania jakichś tekstów na lekcji, czy kazano mi czytać dłuższe), ale na litość boską ja byłam w czwartej klasie podstawówki. Natomiast nasze "dojrzałe" bohaterki kończą liceum. Już samo to według mnie daje ogromny minus tej książce.

Co również mi się nie spodobało? Sposób opisywania. Można wiele razy natknąć się na to, jak autorki zamiast porządnie opisać coś, napiszą tylko "to jest w stylu tego i tego (tu imię i nazwisko) celebryty." To tak jakbym ja zamiast powiedzieć mojej znajomej, że widziałam prześliczną sukienkę na wystawie - krótką, sięgającą do połowy ud, dopasowaną bla bla bla - powiedziała, ej widziałam świetną sukienkę w stylu Miley Cyrus. Takich porównań jest wiele i pojawiają się nazwiska o jakich ja nie słyszałam. Przez to wiele razy nie mogłam sobie wyobrazić choćby głupiej sukienki, bo skąd mam wiedzieć jaki styl ma wspomniana kobieta. Przecież nie mam zamiaru sprawdzać w Google.pl. A nawet jakby to nie zawsze mam przy sobie laptopa i zasięg do internetu.

Denerwowała mnie również beznadziejność niektórych scen. Jako przykład posłuży mi to, jak Jesse sądziła (!), że Drew zakochał się w Nico. Tak, tak, tak ten Drew w którym z kolei kocha się nasza Jesse. Normalnie złamało się jej serce, co więc może począć biedulka? Oczywiście! Najlepiej zbliżyć się z chłopakiem Nico, mimo że uważa, że to (cytuję!) dupek. I doprowadzić do tego dwa razu. Mimo, ze nie ma się pewnych dowodów na potwierdzenie własnych racji... Śmieszne.

Muszę niestety przyznać, że ani trochę nie wczułam się w klimat tej książki. Nie wiem do końca, czym to jest spowodowane i nawet nie mam zamiaru się nad tym zastanawiać. Jednak mimo tych wszystkich minusów, potrafiłam się czasem uśmiechnąć. Jakież to było zbawienne, gdy zaśmiałam się pod nosem czytając jakiś tam fragment. I jaka szkoda że go nie zaznaczyłam! Muszę również przyznać, że ostatnie 50 stron mnie wciągnęło. Naprawdę miłe zaskoczenie.
Mimo tego i tak, gdy myślę o Reality Show, przypomina mi się jak w któryś dzień zepsuła mi ta książka humor. Aż sama się zdziwiłam, że byłam przez nią rozdrażniona.

Podsumowując, nie polecam tej książki. Reality Show nie wniosło nic do mojego życia i stwierdzam, że mogłam spokojnie przeznaczyć ten tydzień na przeczytanie innej książki, może nawet więcej niż jednej. Z drugiej strony i tak bym w końcu musiała ją przeczytać (leżała na mojej półce po tym, jak kupiłam ją za złotówkę i chyba wiem, czemu ktoś ją oddał za darmo), bo ciekawość nie pozwoliłaby mi zapomnieć o niej. Dobrze więc, że mam ją za sobą. Dla tych jednak, którzy są zainteresowani opisem a zniesmaczeni po przeczytaniu recenzji, od razu mówię - patrząc na lubimyczytac.pl i oceny innych, własnym oczom nie wierzyłam gdy widziałam z dziewięć czy nawet dziesięć gwiazdek. Nie musicie więc sugerować się wyłącznie moją opinią, może po prostu miałam zły tydzień, czy coś. :)


Ocena: 4/10

Tytuł oryginału: The Real Real
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron:  284



Mamy już kolejny, nowy rok, życzę więc WSZYSTKIM szczęśliwego i owocnego pod względem czytelniczym tego 2014 roku. Napisałabym coś jeszcze, ale niestety teraz czas mnie goni, wybaczcie! 
Nie wstawiam również podsumowania 2013, ponieważ sądzę, że nie mam czego podsumowywać. Ubiegły rok nie był dla mnie zbyt dobry jeśli chodzi o czytanie, mam nadzieję że w tym będzie lepiej. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...