piątek, 11 lipca 2014

37. "Jutro 4. Przyjaciele mroku" John Marsden

Na myśl o powrocie robi mi się niedobrze. Mam ochotę krzyknąć: "Posłuchajcie mnie, do diabła!Mam gdzieś wasze wielkie plany!" Chcę, żeby ktoś, ktokolwiek, przyznał, że to, czego ode mnie oczekują, jest wielkie, olbrzymie, gigantyczne. I nie chodzi wcale o to, że tu jest nam tak wspaniale. Nie jest.
Mam wrażenie, ze wszyscy przestaliśmy być sobą. Homer chce nami rządzić bardziej niż kiedykolwiek. Fi i Kevin wszystkiego się boją, a Lee... nie poznaję go.
No i zrobiłam coś, czego dawna Ellie nigdy by sobie nie wybaczyła. Jedyne, co pomaga mi przetrwać, to nadzieja, że tam, na miejscu, znów staniemy się sobą.



 W końcu zabrałam się za czwartą część serii Jutro. Szczerze, to nie mogę się już doczekać jak też się ona zakończy. Mam wiele własnych pomysłów, które, jak sądzę, się nie sprawdzą. Z niecierpliwością czekam na to, co też pan Marsden przygotował w ostatnich tomach dla swoich Czytelników. Ale dobra, miałam tu pisać o Jutro 4, tak więc będzie. ;)

Na wstępie muszę od razu przyznać, że seria mnie jakoś szczególnie nie porwała. Nie wiem, może nie umiem wczuć się w jej klimat, czy coś. Nie mniej jednak polubiłam ją. Ale po tej części czwartej polubiłam ją jeszcze bardziej. Miałam już pisać, że nie wiem, co ma ona czego wcześniejsze nie mają, ale nie. Już wiem, ale o tym poniżej.

Lee, Homer, Kevin, Fee, Ellie to młodzi ludzie, którzy nigdy już nie będą tacy, jak wtedy gdy poznaliśmy ich w pierwszej części (może niektórzy tego nie zrobili, zatem lećcie to nadrabiać). Dużo przeszli. Wojna dała im się poważnie we znaki, ale to co stało się w więzieniu... Skutków chyba już nie będzie się dało odwrócić. Na szczęście jednak nasza piątka bohaterów ma szansę na regenerację. W końcu po miesiącach życia w ukryciu, lecą do Nowej Zelandii, by tam odpocząć i spróbować żyć jak normalne nastolatki a nie działacze wojenni. I nie da się tego ukryć - mogli wieść tam niemal sielankowe życie. Oni jednak najpierw musieli zatroszczyć się o swoje zdrowie fizyczne jak i psychiczne. Ale nie ukrywajmy - to psychiczne było w tragicznym stanie. Tak więc pod okiem lekarzy i psychologów mogli dochodzić do siebie. A gdy dorośli stwierdzili, że już wszystko gra, pojawiło się hasło: "Wracamy". Sądzę, że wtedy dla całej piątki świat się zawalił. Przynajmniej dla Ellie tak. Mimo wszystko, gdy znów znaleźli się w Wirrawee, poczuli się pewniej. W końcu to ich miejsce, ich miasto, ich kraj. A zadanie mieli mieć dość łatwe. Nic tylko przeżyć te kilkanaście dni i szybko wrócić do Nowej Zelandii. Ale niestety lub jak dla mnie stety, pan Marsden postanowił pozmieniać im trochę plany, oczywiście na dużo gorsze.

"Kiedy to się skończy, przeżyję swoje załamanie nerwowe. Zapracowałam na nie, jestem do niego uprawniona, zasługuję na nie i na pewno z niego nie zrezygnuję."

Hmm no więc wiecie, co ma ta część, czego inne nie mają? Powiem Wam. Może ktoś, kto czyta tę serię, zdążył zauważyć, jak to bohaterowie - nastolatkowie - są wspaniali. No normalnie każda niemal akcja udaje im się w całości, lub przynajmniej połowicznie. Niesamowite, czyż nie? Ale w Przyjaciele mroku mamy (nie)miłą niespodziankę. Cóż, dla mnie miłą, dla bohaterów nie. I w ogóle wszystko potoczyło się zupełnie inaczej niż przypuszczałam. To ogromny plus. No i jeszcze widoczne zmiany w zachowaniu bohaterów. Ellie to już nie ta sama Ellie jak dawniej. Ale nie będę tego bardziej rozwijać, musicie po prostu przeczytać książkę, by się dowiedzieć co się tam wydarzyło.

"Bez względu na wysokość ceny warto ją zapłacić. Nie wolno iść na łatwiznę i nie wolno żyć bez celu. Trzeba zapłacić cenę i być z tego dumnym."

Nie wiem w sumie co mogłabym napisać jeszcze na temat tej książki. Może akcja nie była tak dynamiczna, jak by się chciało, ale ja się wcale nie nudziłam. Przyjemnie mi się czytało i nie mogę się doczekać aż sięgnę po piątkę. Jeszcze bardziej nie mogę się jednak doczekać, aż sięgnę po siódemkę, ale po kolei. Tak więc książkę polecam każdemu bez wyjątków a Ci, którzy nawet nie wystartowali z serią, niech się zabiorą za część pierwszą, bo warto.



Ocena: +5/6


Tytuł oryginału: Darkness Be My Friend
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 267

poniedziałek, 7 lipca 2014

36. "Finale" Becca Fitzpatrick

Czy istnieją takie przeszkody, których nawet miłość nie pokona?

Nora jeszcze nigdy nie była tak pewna swej miłości do Patcha. Upadły czy nie, to on jest tym jedynym. I choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ta dwójka stanowi dla siebie śmiertelne zagrożenie, dziewczyna nie ma zamiaru rezygnować z ukochanego. Teraz muszą połączyć siły, by stoczyć ostateczną walkę o życie. Starzy wrogowie powrócą, pojawią się nowi, a ktoś zaufany okaże się zdrajcą. I choć role zostały rozdzielone, Nora i Patch nie wiedzą, po której stronie przyjdzie im walczyć.




Jak zapewne wszyscy, lub większość z Was wie, Finale to ostatnia część serii Szeptem. Dzięki niej, zakończyła się moja przygoda z Patchem, Norą, Scottem i Vee. Jakie są moje odczucia?

Kolejny raz popełniłam ten sam błąd. Mianowicie przeczytałam książkę w połowie czerwca, potem przeczytałam jeszcze jedną i jeszcze jedną a recenzji tej pozycji nawet nie zaczynałam i teraz nie mam pojęcia co powinnam napisać.Ale jakoś damy rade.
Po złożeniu przysięgi krwi, Nora musi wybrać: stanąć na czele Nefilów czy też doprowadzić do upadku powstania zanim w ogóle ono wybuchnie i stanąć po stronie upadłych aniołów. No nie powiem, łatwej do podjęcia decyzji to ona nie miała. Na razie jednak musi przynajmniej udawać, że jest urodzoną przywódczynią. Nie szło jej jakoś specjalnie dobrze, szczególnie gdy spotykała się z Patchem. Nefilowie nie ufali jej i Norze groziło odsunięcie od władzy wbrew jej woli. Na szczęście z pomocą przyszedł jej jednak Nefil, znajomy Scotta i prawa ręka Czarnej Ręki - Dante. Chce on wyszkolić Norę, by była w stanie sama walczyć a także ma być jej udawanym chłopakiem. Czy Nora przyjmie jego pomoc? Czy będzie musiała rozstać się z Patchem? Czy utrzyma się u władzy? Intrygujące pytania, czyż nie? :)

Nie mogłam się doczekać aż przeczytam zakończenie historii Patcha i Nory. Obawiałam się jednak trochę, że nie zaspokoi ono moich wymagań. Na szczęście książka wzbudziła we mnie wiele emocji, za co jestem naprawdę wdzięczna autorce. Nie chodzi to jednak o jakieś pozytywne uczucia. Najczęściej po prostu byłam poirytowana zachowaniem bohaterki, głównie chodzi tu o Norę, a dlaczego jestem zadowolona? Bo w moich odczuciach, ta bohaterka była zbyt grzeczniutka w poprzednich częściach, a właśnie w tej kłamała, kręciła, zwodziła. Nie była już przynajmniej tą idealną Norą. :)

"- Chciałem zabrać Norę na przejażdżkę, ale coś nie mogę jej przekonać. - wyznał Dante.
- To dlatego, że jej chłopak, to prawdziwy macho. Jego rodzice nie mogli go nawet posłać do szkoły, bo nie opanował zasad, których uczyli nas przedszkolu, jak na przykład tego, że trzeba się dzielić. Jeżeli odkryje, że zabrałeś Norę na przejażdżkę, z twojego porsche zostanie błyszcząca harmonijka. "

Co do bohaterów.. Muszę przyznać się bez bicia, że od początku lubiłam Dante. Wkurzało mnie, że Nora tak go unikała, zamiast przyjąć pomoc. Gdybym była na jej miejscu, chyba od razu bym mu zaufała. Gdy pod koniec wyszło szydło z worka, a Dante pokazał swoją prawdziwą twarz, nie mogłam w to uwierzyć. I tu ogromny plus dla autorki. Nigdy bym nie pomyślała, że akcja może się tak potoczyć i byłam naprawdę zaskoczona.
Vee to postać, którą również darzę sympatią. Jej wypowiedzi nieraz zapisuję sobie w swoim zeszycie, by móc później je sobie poczytać. Jest to naprawdę fajna dziewczyna, której życie miłosne w ogóle się nie układa. Trochę nie fair, że nie może ona znaleźć prawdziwej miłości, która albo nie zdradzi, albo nie umrze.
A i to co się stało pod koniec książki naprawdę mnie zaskoczyło. Niestety nie było to pozytywne odczucie, ponieważ jak dla mnie, to ta informacja to już za dużo. No i jeszcze, że Nora w ogóle się nie domyślała? Dziwne.
Marcie nie lubiłam od zawsze. Niby w tej części autorka przedstawiła ją w nieco innym świetle. Nie była już tą rozpieszczoną córeczką z kartą kredytową, co było miłą odmianą. Ale i tak nigdy nie czułam do niej ani cienia sympatii. I jestem z tego zadowolona.

"(...) Wygląda na to, że prawdziwa z ciebie szycha, moja ty Królowo Matko. Przywódca armii Czarnej Ręki! No, no. - Vee gwizdnęła z uznaniem. - Nieźle dziewczyno. Pamiętaj, żeby wpisać to sobie do CV."

Jeśli na początku było dość nudno, to na końcu nie ma o tym mowy. Właściwie to nie mogłam oderwać się od książki. Działo się naprawdę wiele, wywoływało to ogrom emocji a ja zapomniałam o tym, że muszę coś zrobić jeszcze w domu, że powinnam na chwilę oderwać się od lektury. Nie było na to szans. Ostatnie rozdziały pochłonęłam w szybkim tempie, bez robienia zbędnych przerw.

Serię "Szeptem" naprawdę polecam każdemu. Zapisze się ona w mojej pamięci bardzo pozytywnie. Nie żałuję ani minuty spędzonej na czytaniu którejkolwiek z części. Nie będę tu pisać "przeczytajcie Fnale bo jest świetne", bo jeśli ktoś skończył Cieszę to kimże by był, gdyby nie zakończył czytania tej serii mając przed sobą tylko ostatni tom. Dlatego też, jeśli nie zaczęliście serii to warto sięgnąć po pierwszy tom a jeśli ktoś nie wie, czy kontynuować to niech się nawet nie zastanawia. Polecam. :)



Ocena: 9/10


Tytuł oryginału: Finale
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 416

poniedziałek, 23 czerwca 2014

35. "Wichrowe Wzgórza" Emily Brontë

Arcydzieło. Romans wszechczasów. Jedyna powieść Emily Bronte. Niezwykła historia miłości Heathcliffa i Katarzyny. Rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX wieku w Wichrowych Wzgórzach – posiadłości Earnshawów i w Drozdowym Gnieździe – należącym do rodziny Lintonów. Stary Earnshaw, będąc w Liverpoolu, znajduje i przygarnia małego cygańskiego przybłędę – Heathcliffa. Katarzyna, córka Earnshawa, z czasem przywiązuje się bardzo do przygarniętego chłopca. Jednak jej brat, Hindley szczerze go nienawidzi. Kiedy Kataryna poznaje młodego Lintona jest pod jego dużym wrażeniem, godzi się też zostać jego żoną, choć jej serce należy już wtedy do Heathcliffa…  
opis z lubimyczytać.pl



Często przewijają mi się takie tytuły książek jak "Duma i uprzedzenie", "Przeminęło z wiatrem" czy też Wichrowe Wzgórza. Była wiec sposobność by zapoznać się z tym ostatnim więc tak też zrobiłam. Szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia i o czym właściwie jest ta książka. Koleżanka (od której ją pożyczyłam) powiedziała mi tylko, że to romansidło. Hm hm hm.. Co też wtedy pomyślałam? Że będzie to ciekawa historia jakichś kochanków (wnioskując z opisu z jakiejś tam strony - Katarzyny i Heatcliffa). Że będzie to opowieść przepełniona gorącym uczuciem, wielką miłością. W sumie to miałam nadzieję coś takiego otrzymać w tych czterystu bodajże stronach. Niedoczekanie moje..

O czym ta książka w rzeczywistości jest? Jest to ponura opowieść, o nieszczęśliwej miłości, przekrętach, kłamstwach, przemocy, nienawiści i wielu złych rzeczach. Jedyne co mnie potrafiło rozbawić to dialogi, w których osoba przeklinająca kogoś używała naprawdę śmiesznych porównań. I to by było na tyle. Ogólnie cała historia Katarzyny i Heatcliffa przedstawiona zostaje przez Nelly. Trzeba przyznać że opowiadać to ona potrafi. Co mi się dalej narzuca gdy myślę o Wichrowych... Cała opowieść jest bardzo pogmatwana i pokręcona. Nieraz się nawet trochę gubiłam. Ciekawie jednak wszystko zostało przedstawione. Na początku poznajemy Heatcliffa gdy ten już jest panem, królem i władcą i wszyscy się go boją a potem Nelly zaczyna swoją opowieść zaczynając jak to mały, niekochany i nieakceptowany chłopaczek Heatcliff trafił do Wichrowych Wzgórz.

Bardzo spodobał mi się język, którym posługuje się autorka. Wiadomo, że książka nie jest nam współczesna, jednak jeśli chodzi o mnie nie miałam trudności z jej czytaniem. Poza tym mogłam się sama poczuć, jakbym żyła w tamtych czasach. Było to ciekawe przeżycie.

Nie wiem co mogłabym jeszcze napisać o tej książce. Nie jest ona ani lekka, ani wesoła. Absolutnie nie nadaje się na "lekką lekturkę na letni wieczór". Gdy teraz o niej myślę, kojarzy mi się ona tylko z czymś ponurym. Nie sięgnęłabym po nią więcej, ale jednak nie żałuję też, że ją przeczytałam. Sądzę, że długo będę pamiętała o Wichrowych Wzgórzach które tak bardzo mnie zaskoczyły.



Ocena: +6/10


Tytuł oryginału: Wuthering Heights
Wydawnictwo: MG

Liczba stron: 448

sobota, 31 maja 2014

34. "Cisza" Becca Fitzpatrick

Nora budzi się w zupełnie obcym świecie. Nie potrafi sobie przypomnieć wydarzeń z kilku ostatnich miesięcy. Jedynym pomostem łączącym ją z przeszłością jest powracające wspomnienie czarnych, magnetycznych oczu...
Czy odzyska pamięć? Czy odnajdzie ukochanego? Czas nagli, gdyż Nora i Patch będą musieli podjąć desperacją walkę z siłami zła. Zła, które może zrujnować ich wspólną przyszłość - na zawsze.



Cisza to już trzecia część serii "Szeptem". Hm, to już przedostatnia część. Na półce czeka na mnie jeszcze "Finale" i szybko będę miała książki opowiadające o miłości Nory i Patcha za sobą. Eh. Muszę przyznać że bardzo podoba mi się ta opowieść. Mimo tego, że "Szeptem" nie zrobiło na mnie zbyt ogromnego wrażenia, to po trzecim tomie zżyłam się już z bohaterami. Ale co tak właściwie sądzę o Ciszy?
Na wstępie muszę się przyznać, że książkę przeczytałam gdzieś w kwietniu i teraz sama nie wiem co mam o niej napisać. W tej właśnie chwili mam pustkę w głowie, nie wiem co ze mnie za człowiek, że nie wzięłam się za pisanie zaraz po przeczytaniu..

Jak to czytamy w opisie, Nora budzi się na cmentarzu i nie ma pojęcia co się dzieje. Nie wie skąd się tam wzięła, ani co robiła poprzedniego dnia. Co więcej, nie pamięta co robiła w ciągu ostatnich bodajże pięciu miesięcy. Ciekawa sytuacja, czyż nie? Dziewczyna wraca do domu, jednak nie możne zaznać spokoju. Dręczy ją poczucie pustki, ale któż nie czułby się podobnie ze świadomością, że nie pamięta się tak długiego okresu ze swojego życia. Po tych dramatycznych wydarzeniach mama i Vee bardzo się o nią troszczą, jednak to nie wystarcza. Dobrze, że dziewczyna ma swojego Anioła Stróża, bo chyba lubi się pakować w kłopoty... :)

Nie będę ukrywać, książkę pochłonęłam w bardzo krótkim czasie zważywszy na fakt, że rzadko czytam, gdy mam naukę i szkołę i ogólnie wszystko. No i tylko czekałam na chwile, gdy pojawi się Jev (hm hm któż to ten Jev?) a gdy się pojawiał, zwalniałam i cieszyłam się tą moją ulubioną postacią. Trafiało się kilka "dramatycznych" scen, ale i zdarzały się te troszkę nudnawe, niestety. Teraz tylko czekam, aż znajdę trochę czasu na "Finale", mam dość duże wymagania co do ostatniej części, tym bardziej, że będzie ona decydująca i zawierać powinna odpowiedzi na wiele pytań.

Podsumowując tą notkę z której nie jestem w ogóle zadowolona, przyznam, że Becca Fitzpatrick jest bardzo dobrą pisarką. Książkę czytało się szybko, lekko i nie brakowało emocji. Bardzo polubiłam głównych bohaterów i nie chcę się z nimi rozstawać już przy następnym tomie. Ale to dobrze, że autorka postanowiła skończyć po czerech świetnych tomach, a nie po dziesięciu (czy więcej) jak to jest w przypadku Domu Nocy (wiadomo chyba, że nie jest to seria górnych lotów..) :)


Ocena: +9/10

Tytuł oryginału: Silence
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 396

~~~~~~~~~~~~~~~~

Musze baaardzo przeprosić za długą i ogólnie jak już, to rzadką obecność tu na blogu. Ale to już mniejsza z tym, bardziej chodzi mi o moją nieobecność na Waszych blogach. Każdy zna już tę śpiewkę o szkole, bla bla bla, więc nie będę się na ten temat wywodzić. Niestety miałam też w maju taki okres, gdy myślałam ponownie na usunięciu bloga, ale powiedziałam sobie NIE. Może wróci mi ochota na blogowanie w wakacje. A tymczasem mamy czerwiec (od jutro niby, ale no), jeszcze ten tydzień i potem będzie lajcik, oby. <3 Tak więc planuję swój powrót na Wasze blogi, ponieważ baaardzo dawno żadnych nie odwiedzałam. Będę miała dużo do nadrobienia. :)
Pozdrawiam! :)

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

33. "Pamiętniki Wampirów. Księga 1: Przebudzenie, Walka, Szał." L. J. Smith

Dwa wampiry.
Dwaj nienawidzący się bracia.
I piękna dziewczyna, której obaj pragną...


Elena:
piękna i popularna, może mieć każdego chłopaka.
Stefano:
 tajemniczy i mroczny, wydaje się jedynym chłopakiem odpornym na wdzięki Eleny.  
Damon:
 seksowny, niebezpieczny i opętany żądzą zemsty na Stefano - bracie, który go zdradził.

Połączy ich uczucie, które może się okazać równie zabójcze jak blask słońca... 


"Pamiętniki wampirów" to seria której fabuły raczej nie trzeba przedstawiać. Chyba niemal każdy słyszał albo o książce albo o serialu albo o tym i o tym. Ja się zaliczam do fanów serialu. Wiele osób komentuje serial jakby z wyrzutem, że nie ma on nic wspólnego z książką. Ale wiecie co? Biję pokłony tym, którzy zdecydowali się zaczerpnąć jedynie imiona postaci (i tak nie wszystkich) i praktycznie nic poza tym z powieści L. J. Smith.

Jeśli jednak ktoś nie wie o czym ta seria jest, to chodzi tu o to, że jest sobie Elena - super popularna dziewczyna, którą kochają wszyscy. Niemal każdy w szkole zabiega o to, by usiąść obok niej podczas przerwy na lunch. Co więcej i czego nie da się ukryć a czego w sumie można się domyślić, jest to samolubny człowiek. Cokolwiek się stanie to niemożliwością jest by ktoś nie przybiegł do niej by w czymś pomóc. Jak chce coś osiągnąć to dąży do tego wykorzystując innych. I tak też było gdy pojawił się tajemniczy Stefano Salvatore. Jako jedyny nie zwraca na Elenę najmniejszej uwagi, co ją baaardzo intryguje. Postanawia więc go zdobyć za wszelką cenę. Oczywiście nie sama, przyda jej się do tego gromada wiernych przyjaciół którymi będzie mogła się posłużyć.Potem pojawi się jeszcze brat Stefano - Damon. Jest groźny, mroczny, niebezpieczny i Elena będzie starać się trzymać z dala od niego. Ale jak to się potem rozwinie? Hmm przeczytajcie sami, jeśli macie na to ochotę. Wbrew pozorom czasem było naprawdę bardzo, bardzo ciekawie.

Tak jak i w południe tak i w dalszym ciągu (a jest 14:30) nie wiem co mam w tej swojej krótkiej opinii napisać. Po prostu nie mogę opanować tego co mam w głowie. Z jednej strony "Pamiętniki wampirów" to ciekawa lektura. Dosyć dużo się działo, było wiele tajemniczych wątków które wyjaśniły się dopiero pod koniec, ogólnie często mnie coś zaskakiwało. Trzeba przyznać, że czasem mnie lektura wciągnęła całkowicie, że nie chciałam nic innego robić tylko czytać. Jednak wszystko psuła mi ta książkowa Elena której po prostu nie cierpię. To pisanie w pamiętniczku "Ja muszę mieć Stefano, choćby nie wiem co." albo inne teksty rozpieszczonej dziewczynki mnie po prostu jakoś tak wytrącały z równowagi. 
W sumie to czytałam już tą książkę kiedyś, ale to było jakiś czas temu i pozapominałam większość. Musiałam więc przeczytać ją drugi raz, ponieważ chcę kontynuować serię. Z tego jednak co pamiętam to chyba za pierwszym razem podobała mi się bardziej. Może dlatego że byłam wtedy w 1 gimnazjum a teraz jestem w 1 liceum i moje wymagania co do książek się zmieniły.

Niestety muszę przyznać ze mordowałam tę książkę chyba ponad miesiąc. Jak jednak przysiadłam w czwartek i piątek, tak nikt mnie nie mógł oderwać od lektury. Tak więc nie kłamałam wyżej, gdy pisałam, że książka mnie niekiedy wciągnęła. Ale to aż 500 stron przebywania z Eleną i po prostu... nie wiem czy chcę tą księgę polecać innym. Sami osądźcie czy chcecie się z nią zmierzyć. Kto wie, może Wam tak główna bohaterka wcale nie będzie grać na nerwach jak to było w moim przypadku. 



Ocena: 6/10

Tytuł oryginału: The Vampire Diaries: The Awakening. The Struggle, The Fury
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 504
  

piątek, 14 marca 2014

32. "Jutro 3. W objęciach chłodu." John Marsden

Mam na imię Ellie. Nie jestem już tą samą dziewczyną, która mieszkała z rodzicami w Wirrawee.
Nikt z nas nie jest już taki sam.
Boimy się, ale jesteśmy silni i nie tak łatwo nas złamać. Nie chcemy być martwymi bohaterami. Wydaje mi się, że w obliczu niebezpieczeństwa będziemy musieli robić rzeczy naprawdę straszne. Ale nie wiem, jak daleko możemy się posunąć, żeby ocalić najbliższych. I czy będę w stanie kochać kogoś, kto nie zawahał się zabić?
Choć nadciąga chłód, jutro może być naprawdę gorąco.



Trudy i okrucieństwo wojny, dają się coraz bardziej we znaki Ellie i jej przyjaciołom. Nie wiadomo kiedy to wszystko się zakończy. Jedno jest pewne - nigdy już nie będzie tak, jak przed najazdem wroga. Może być tylko gorzej. Ale wśród strachu i niepewności robi się miejsce dla czegoś nowego. Tak moi Drodzy, w sercach młodych bohaterów narodziła się nadzieja. Nadzieja, że ich życie zmieni się na lepsze. Ale czy to będzie takie proste? O tym można się przekonać czytając trzecią część serii Johna Marsdena.

Wiecie o co mam żal do autora? Że podczas czytania książki zdarzało mi się nudzić (nie zawsze, ale jednak) a na koniec potrafi on wywołać u mnie swoim pomysłem tyle emocji, że nie mogę się odciągnąć od lektury. I nagle okazuje się, że pochłonęłam już ostatnią stronę książki. I naprawdę, sprawdziłam to. Już trzeci raz mi się to zdarzyło na trzy przeczytane części serii. Ale wiecie co? Potrafię mu to wybaczyć, bo zakończenie części 3 było niesamowite.

A co mogę powiedzieć o bohaterach książki? Z bólem przyznaję i mam nadzieję, że nie będzie to spoiler (w końcu to nie jest trudne do przewidzenia) - ich liczba ulega uszczupleniu. Co mogę dodać? Coraz bardziej lubię Ellie. Czuję się z nią z każdą przeczytaną stroną bardziej związana. Jest to zapewne wynik pierwszoosobowej narracji prowadzonej właśnie przez nią. Dzieli się ona w końcu ze mną wszystkimi swoimi uczuciami i przeżyciami. Muszę przyznać, że jest ona niesamowita. Silna, odważna ale i bardzo wrażliwa. Nawet jeśli czasem przybiera maskę i udaje bohaterkę to i tak jest to godne podziwu. Jeśli ja miałabym się załamać to i tak bym to zrobiła nie zważając na to, co pomyślą inni. A co do reszty? Fi wydaje się dziewczyną, którą każdy chciałby chronić, Robyn również jest tą odważną, ale już mniej (albo i bardziej, o czym świadczy końcówka książki) od Ellie, Homer chce wszystkimi rządzić, Lee jest... W sumie to nie wiem jaki jest Lee. A Kevin? Co się stało z Kevinem? Tego już musi się każdy dowiedzieć z książki.

Jak już wyżej wspomniałam, podczas czytania potrafiłam się nudzić. Ale jeśli teraz się nad tym zastanowię, to były to jedynie momenty. W gruncie rzeczy książka jest pełna niespodziewanych wydarzeń i zwrotów akcji. Nieraz byłam zaskoczona, ponieważ nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Nie równa się to moim zdaniem jednak z zakończeniem książki, które było po prostu bezbłędne. Gwarantuję, że nie da się oderwać od książki, czytając ostatnie rozdziały. Lektura chłonięta bez tchu. :)

Książkę polecam każdemu. Jeśli nie zacząłeś serii, to chyba najwyższy czas żeby sięgnąć po tom pierwszy. Jeśli przeczytałeś drogi Czytelniku tom drugi i masz co do niego mieszane uczucia (choć nie wiem jak to możliwe bo on również był świetny) to sięgnij jak najszybciej bo tom kolejny bo naprawdę warto. A ja z niecierpliwością czekam aż w moje ręce wpadnie czwarta część - Przyjaciele mroku. ;)


Ocena: +8/10
Tytuł oryginału: A Killing Frost
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron:  269

niedziela, 9 marca 2014

Podsumowanie lutego i Liebster Blog Award !




Nie było mnie na blogu jakiś czas. Wróciłam do szkoły i było dobrze. Nie było polskiego i w ogóle takie luzy. Teraz jednak pani od polskiego wróciła i po prostu... masakra. No i jeszcze zaczęło się wiele sprawdzianów pojawiać i tak dalej... I wszystko złożyło się na fakt, ze podsumowanie lutego dodaję dopiero 9 marca. W sumie to nawet teraz na to nie mam czasu bo powinnam robić wiele innych rzeczy związanych ze szkołą, ale już zbyt długo odwlekałam tego posta.
Tak więc luty był dla mnie dosyć dobrym miesiącem pod względem czytelniczym. Przeczytałam 5 książek i około pół dwóch innych. Nie rewelacja ale jestem zadowolona. :)
  1. "52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" Jessica Brody
  2. "Papierowe miasta" John Green
  3. "Crescendo" Becca Fitzpatrick
  4. "Mroczny sekret" Libba Bray
  5. "Skąpiec" Molier
Zatem w sumie przeczytałam 1663 stron co daje dziennie po 59 stron. :)
Jeśli chodzi o podsumowanie marca to słabo go widzę, bo jak na razie nie czytam nic. Pochłonęła mnie nauka, a to wszystko przez to, że nie chce mi się uczyć z lekcji na lekcję i narobiłam sobie zaległości. :|






W lutym zostałam również nominowana do zabawy przez recenzje ami za co serdecznie dziękuję. Miałam już dawno odpowiedzieć na pytania, ale no... Na szczęście w końcu przyszedł na to czas. :) A więc nie przedłużając...

1. Twoja ulubiona książka z dzieciństwa. Dlaczego właśnie ta?
Hmm... Trudne pytanie. :) Jednak wydaje mi się, że jest to "Ania z Zielonego Wzgórza" oraz "Dzieci z Bullerbyn". Po prostu mam duży sentyment do tych ksiażek i pamiętam, z jak dużym zaangażowaniem czytałam o przygodach bohaterów. Sama nie umiem bardziej sprecyzować dlaczego akurat te lektury pokochałam. Mają po prostu w sobie "to coś" co podbiło moje serce. Szczerze powiedziawszy "Dzieci..." chciałabym przeczytać ponownie, mimo że to książka dla dzieci. :)  
2. Czy po przeczytaniu książki odczuwasz silną potrzebę podzielenia się swoimi wrażeniami? Jeżeli tak to jak to wygląda? Gdzie się "wyładowujesz" i kto/co jest Twoim odbiorcą?
Oooj tak. :D Najczęściej jest to moja koleżanka, z którą widuję się codziennie w szkole. Ona również lubi czytać, więc jej coś takiego nie przeszkadza. Chyba że opowiadam jej fabułę i moje odczucia w odniesieniu do książki, którą ona bardzo chce przeczytać. Gdy jej przypadkiem zdradzę ważny szczegół, to już nie jest za fajnie. :D

3. Czy jest książka w której nie spodobało Ci się zakończenie? Jeśli tak to co to była za książka i jakie zakończenie byłoby Twoją propozycją?
Nie, chyba nie ma takiej książki jak na razie. 

4. Według jakiej hierarchii układasz książki na swojej półce/półkach?
Wysokość. :D Od najwyższej do najniższej.

5. Adaptacja filmowa jakiej książki wywarła na Tobie największe wrażenie i dlaczego?
"Intruz" "Igrzyska śmierci" i filmy na podstawie książek Sparks *o* Pokochałam te filmy, po prostu są idealne. Z resztą ja nie krytykuję zbyt filmów, większość mi się podoba. No, z wyjątkiem "Piękne istoty". Ileż ja się namęczyłam by skończyć oglądać ten film...

6. Przeniesienie na ekran kinowy jakiej książki sprawiło Ci największy zawód i dlaczego?
"Zmierzch". No po prostu nie ogarniam, ten film jest tak beznadziejny, że się go nieraz oglądać nie da. Nie no, za ostro powiedziane. Film jest dobry, fabuła i te sprawy okej, ale gra aktorska? Beznadziejna. Aktorzy moim zdaniem są bardzo sztuczni. Na szczęście w kolejnych częściach jest już lepiej, a drugą część "Przed świtem" uwielbiam. :)
 
7. Czytałaś/łeś kiedyś książkę w innym języku? Jeśli tak to co to była za książka i jak to wspominasz?
Dopiero mam zamiar czytać "Gwiazd naszych wina" ale to w wakacje jak będę miała czas. Zobaczymy jak mi pójdzie. ;)
 
8. Co kolekcjonujesz poza książkami?
Zakładki do książek. :D
 
9. Co uważasz za swój największy sukces?
Szczerze to nic nie przychodzi mi do głowy. Widać że nie jestem człowiekiem sukcesu, eh... ;_;

10. Jaka jest Twoja ulubiona scena z filmu/serialu? Dlaczego właśnie ta?
Jest dużo scen z filmu które uwielbiam. Ale tak na przykład to wszystkie sceny Jareda i Melanie z "Intruza" bo po prostu uwielbiam Jareda. Tak przy okazji, jeśli ktoś nie oglądał "Intruza" nie w końcu to zrobi !
 
11. Czy jest coś, czego próbujesz się "oduczyć" ale nie potrafisz?
Jedzenia ton słodyczy, przesiadywania na internecie i marnowania czasu, nieśmiałości (choć nie iem czy da się tego oduczyć, raczej przezwyciężyć) no i... No i tyle jak na tę chwilę. ;)


No, odpowiedzi nie są zbyt kreatywne, ale to wszystko przez to, że się śpieszyłam. Mam mnustwo do nauki i po prostu nie ogarniam. Do zabawy nie nominuję nikogo, ponieważ nie za bardzo orientuję się kto ile razy i kiedy brał w niej udział. I jeszcze raz dziękuję za nominację! :)

Pozdrawiam. 

piątek, 21 lutego 2014

31. "Mroczny sekret" Libba Bray

Szesnastoletnia Gemma Doyle w niczym nie przypomina swoich rówieśniczek - panien o nienagannych manierach, które grzecznie odpowiadają na pytania i marzą o bogatym zamążpójściu. Gemma, osóbka uparta i przekorna, trafia do londyńskiej Akademii Spence po tragedii, która spotyka jej rodzinę w Indiach. Dziewczyna jest samotna, dręczy ją poczucie winy i nękają wizje przyszłości, które mają tę paskudną cechę, że zawsze się spełniają. Nie jest jednak zupełnie sama... Jej śladem podąża tajemniczy młodzieniec, który utrzymuje, że ma ją chronić przed mrocznymi siłami. W Spence Gemma zaprzyjaźnia się z najbardziej wpływowymi dziewczętami, odkrywa w sobie nadprzyrodzone zdolności, a także dowiaduje się o dawnych powiązaniach swojej matki z tajnym stowarzyszeniem nazywanym Zakonem. Tutaj czeka na nią przeznaczenie... jeśli tylko będzie potrafiła w nie uwierzyć. 


"Mroczny sekret" to książka, która kusiła mnie od chwili, gdy jakieś cztery lata temu nabyłam sagę "Zmierzch". W każdej książce były bowiem zakładki przedstawiające właśnie tę trylogię. To miał być jakiś chwyt reklamowy chyba, bo jak na mój gust to zakładki powinny być raczej z sagą powiązane a nie... No ale cóż, nie będę ukrywać tego, że bardzo byłam zainteresowana tą serią. Jak jednak każdy mógł zauważyć - na książkę czekałam aż cztery lata. Przypadek bowiem sprawił, że zobaczyłam ją w bibliotece i tak oto trafiła na półkę. ;)
Koniec jednak moich wywodów na temat tego, w jaki nieprawdopodobny sposób znalazłam książkę. Podstawowe pytanie: co o niej sądzę?

Gemma to faktycznie, tak jak to zostało opisane na okładce, dziewczyna wyróżniająca się, zupełnie inna niż rówieśniczki. Nawet jeśli pominęłabym ten szczegół o nadzwyczajności, skłonności do miewania wizji i różnych tego typu nieprawdopodobnych zdolności, to ta młoda dama nie jest taką idealną i ułożoną młodą damą jaką by rodzice chcieli mieć i jakie żyły w tamtych czasach. Jest ona bowiem skłonna do podnoszenia głosu, buntu oraz gdy ją coś poniesie - wtrącania zuchwałych komentarzy. Mogę powiedzieć, że zaobserwowałam u niej również bardzo ważną cechę, a mianowicie odwagę. Dziewczyna nie przejmuje się opinią innych, robi co uważa za słuszne. Poza tym nie dostosowuje się do nakazów i zakazów nauczycieli/opiekunów/własnej matki. Chciałam zwrócić uwagę , że są to czasy gdy kobiety nosiły gorsety a dziewczęta chodziły do szkoły by uczyć się dobrych manier by potem być odpowiednimi kandydatkami na żony. Mam zatem przeczucie, że żyjąc w czasach, gdzie jeden zły krok może doprowadzić do skandalu i zniszczyć całe życie człowieka, to ja bałabym się z pokoju wyjść. A co dopiero łamać przepisy i zakazy kogoś postawionego wyżej.

Muszę przyznać, że książka mi się spodobała. Autorka bowiem zręcznie wprowadza nas w wiktoriańską epokę a co więcej do magicznego międzyświata. Opisy są barwne i świetnie działają na wyobraźnię. Bohaterowie moim zdaniem zostali dobrze wykreowani. Nie brakuje nam opisów Felicity, Ann, Pippy. Niestety muszę przyznać, że w trakcie czytania się trochę nudziłam. Zdarzało się do rzadko, ale jednak się zdarzało. Nudziły mnie wypady dziewcząt do jaskini, w której właściwie nic się nie działo. Przynajmniej ja tak sądzę. Pod koniec za to akcja nabiera tempa. Jeśli chodzi jednak o dopracowanie niektórych wątków... To ja bym je chyba sobie inaczej wyobrażała. No i jeszcze jedno. Wśród tego wszystkiego odkrywamy, że to w co wraz z Gemmą wierzyliśmy, nie jest prawdą. Trzeba się więc dobrze skupić i zrozumieć niektóre pokręcone sprawy. Ale to raczej idzie na dobre tej książce. Nie ma to jak nutka zaskoczenia dla czytelnika. ;)

Podsumowując, jest to książka dobra. Nie powiedziałabym, że jakaś rewelacja i o rety muszę zaraz przeczytać pozostałe. Chce raczej powiedzieć. "Miła lekturka, nieco inna od pozostałych. Warto przeczytać pozostałe części." No więc czy polecam? Mi się podobała, ale to już zależy od tego, w jakich kto gustuje książkach. :)


Ocena: 7/10

Tytuł oryginału: A Great And Terrible Beauty
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 356

sobota, 15 lutego 2014

30. "Crescendo" Becca Fitzpatrick

Patch to wielka miłość Nory. To także jej Anioł Stróż. On uratował jej życia, ona wyrwała go z otchłani potępionych. Są sobie przeznaczeni.
Jednak Patch wydaje się zamieszany w niewyjaśnioną śmierć ojca Nory. Dziewczynie grozi śmiertelne niebezpieczeństwo...

Tajemnice budzą niepokój, niepewność przeradza się w strach.



Nareszcie "Crescendo" ! Nawet nie wyobrażacie sobie jaka to była radość mieć w końcu drugą część serii. "Szeptem" czytałam chyba ponad rok czy dwa lata temu. Gdy zaczynałam lekturę, obawiałam się że zapomniane szczegóły z poprzedniczki będą mi utrudniały podczas wczuwania się w akcję. I trochę miałam rację. Miałam nawet pewne trudności z ogarnięciem czym są Nefilowie. Na szczęście Nora postanowiła mi to wyjaśnić, jak miło. :)

W upragnionej przeze mnie książce spotykamy Scotta. Nie jestem pewna czy taka postać pojawiała się w "Szeptem", ale raczej nie. Dlaczego o nim wspomniałam? Bo wspomniany wyżej kolega dużo wniesie do powieści. W związku z tym, że nie jest to taki całkiem zwykły człowiek, to będzie z nim troszkę problemów. Ale szczerze, jeśli o mnie chodzi, to więcej problemu ja miałam z Norą niż ona i Patch ze Scottem. O zgrozo, jak ja w tym momencie powracam do przeczytanej kilka dni temu książki, to aż mnie czepie na myśl to tej bohaterce. Ile ja na niej nerwów zjadłam! I pomyśleć, że zaraz po przeczytaniu "Crescendo" miałam ochotę przymknąć na jej zachowanie oko..
Dziwne okoliczności. Tajemnice, niedopowiedzenia.Co dzieje się ze związkiem Patcha i Nory? Coś niedobrego. Ale zamiast zaufać swojemu Aniołowi, dziewczyna woli bazować na domysłach.. No dobra. Pewnie też bym tak robiła, dopóki nie miałabym odwagi zmierzyć się z prawdą wypowiedzianą z ust chłopaka. Ale wiecie co? U mnie by na tym stanęło. A Nora robi wszystko, byleby wzbudzić zazdrość w Patchu. Mądre i sprytne, co? Heh, raczej nie tędy droga. Szczególnie, że sama się pcha w ryzyko i niebezpieczeństwo.

" - A co byś powiedział na sprzedanie mi mustanga za trzydzieści dolców? Mogę zapłacić gotówką.Roześmiał się, obejmując mnie ramieniem.
- Jestem zalany, ale nie aż tak, Grey."

W drugiej części dużo dowiadujemy się o ojcu Nory. Wyjaśniają się okoliczności jego śmierci oraz na jaw wychodzi kto się do niej przyczynił. Mamy do czynienia z wieloma zawiłymi sprawami. Aż zbyt bardzo zawiłymi, bo raz musiałam z dwie minuty ogarniać w głowie kto jest kim i o co w ogóle chodzi. Oczywiście, jeśli o mnie chodzi, to nie za bardzo mi się to podobało. Za dużo jak na jeden moment w książce i w ogóle za dużo ogółem. Pokręcona sprawa.
No i Vee znajdzie sobie chyba w końcu chłopaka, kogoś kto ją pokocha. Czy to będzie ten jedyny? Hm, ja już znam mniej więcej odpowiedź. :)

" - Nie jestem głodna Vee. - Oczywiście, że jesteś. Wszyscy są głodni. Stąd tyle kiosków z żarciem."
 " - Tylko się pośpiesz, bo inaczej twoje pączki znajdą się na liście gatunków zagrożonych wyginięciem."

Po długim dość czasie z ulgą dałam się porwać lekturze paranormal romance.Sama nie sądziłam, jak tęskniłam za takimi książkami. Niby nic nie wnoszą do życia, ale człowiek chyba może sobie pozwolić czasem na takie lekkie powieści. Tak więc z lekturą tą spędziłam miło czas i aż żal mi było gdy kończyłam ostatnią stronę. No, prawie żal, bo Nora troszkę mi tej radości swoim zachowaniem odebrała, ale jeśli tylko "Cisza" okaże się lepsza, to jej to wybaczę.

Podsumowując, jeśli drogi Czytelniku przeczytałeś "Szeptem" i nic poza tym, to nie masz na co czekać, tylko gnać do biblioteki/księgarni i zabierać się za czytanie! :) Może nie jest to fenomenalna część, ale warta przeczytania. Ja jestem jak najbardziej zadowolona, dużo się działo, nie było w sumie czasu na nudy (no, prawie nie, bo ciągnęły mi się na przykład trochę rozdziały bez udziału Patcha, ale to chyba dla tego że Patcha najbardziej lubię z całej książki) i końcówka bardzo zachęca do sięgnięcia po "Ciszę". Polecam. :)


Ocena: +7/10

Tytuł oryginału: Crescendo
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 395

czwartek, 13 lutego 2014

29. "Papierowe miasta" John Green

Quentin Jacobsen - dla przyjaciół Q - ma osiemnaście lat i od zawsze jest zakochany we wspaniałej koleżance, zbuntowanej Margo Ruth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum. Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, które go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi przemierzyć setki kilometrów w USA. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy. Czy dowie się, kogo szuka i kim naprawdę jest Margo?


"Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz"

"Papierowe miasta" to książka autora, którego z pewnością większość z Was kojarzy po "Gwiazd naszych wina" . Jeśli chodzi o mnie, jest to moje pierwsze spotkanie z autorem. GNW już od grudnia czeka na mnie i kurzy się na półce, jednak zważywszy na to, że nie jest to wersja po polsku, biedna książeczka poczeka sobie do wakacji aż będę miała trochę więcej czasu na przeczytanie jej. Jak jednak podobała mi się właśnie to dzieło amerykańskiego autora? :)

Quentin to bardzo spokojny chłopak. Nie należy do grupy tych, którzy szybko nawiązują znajomości i są znani w całej szkole. Nie. Q to raczej typ człowieka, który pozostaje w cieniu. Z tego cienia jednak obserwuje wszystko i wszystkich dookoła. Ale czy to oznacza, że jest bardzo dobrym obserwatorem? Śmiem twierdzić, że wręcz przeciwnie.
Q może nie jest najpopularniejszym człowiekiem w szkole, ale to mu w niczym nie przeszkadza. Ma przyjaciół - Ben i Radar to dziwacy (tak, ja właśnie ich w ten sposób określam), którzy jednak bardzo dużo wnoszą do tej powieści. Oj nawet sobie nie wyobrażacie ile się uśmiałam dzięki ich tekstom!
Ale wracając do Quentina obserwatora. Wielu chyba może się domyślić, kogo też nasz bohater tak usilnie obserwuje. Tak, chodzi o Margo Ruth Spiegelman. Nasz drogi kolega nie tylko obserwuje ale i marzy. Marzy o tym by obiekt jego westchnień zwrócił na niego uwagę. Ale proszę Was, czemu dziewczyna którą szanuje cała szkoła ma zwrócić uwagę na chłopaka, który nie dorasta jej do pięt?
A jednak zwraca uwagę. I robi to w niewiarygodny sposób. A potem co? Ucieka. I jak zwykle pozostawia wskazówki. I wygląda na to, że te małe podpowiedzi są przeznaczone dla Q. Nie należy się więc dziwić, że chłopak zrobi wszystko by odnaleźć dziewczynę.

"Zawsze wydawało mi się absurdalne, że ludzie chcą się z kimś zadawać tylko dlatego, że ten ktoś jest ładny. To jakby wybierać płatki śniadaniowe ze względu na kolor, a nie smak."

Szczerze powiedziawszy, gdyby napisał to inny człowiek, który nie wprowadziłby w tę powieść tych myśli i fragmentów nad którymi spędzałam chwilę i po prostu się zastanawiałam, to chybabym odłożyła książkę po 50 stronach. Bo co to w ogóle ma być? Brzmi jak jakaś bajeczka - dziewczyna ucieka, pozostawia wskazówki i no proszę, wszyscy mają ją szukać. "Papierowe miasta" to jednak książka, którą przeczytamy i pozostaje z nami, wnosi coś do naszego życia. Znacie to uczucie? To najlepsze co może być w czytaniu, gdy po zakończeniu lektury czujesz, że coś z niej wyniosłeś, nauczyłeś się. Muszę przyznać, że miałam już w sumie dość tych książeczek, które czytam a po tygodniu kompletnie zapominam.

"Margo nie była cudem. Nie była przygodą. Nie była kruchą i drogocenną istotą. Margo była dziewczyną."

Zanim zaczęłam czytać książkę, miałam co do niej mieszane uczucia. Zapewne gdyby to była moja książka a nie z biblioteki, to jeszcze by sobie na półce poczekała. Ale wzięłam się za nią i w sumie nie żałuję. Chyba oczekiwałam czegoś trochę innego, ale i tak mi się podobało. Ale to już dzięki autorowi, który wykreował bohaterów przy których nie sposób się nudzić. Wprowadził też do dialogów język, dzięki któremu po prostu czułam się jakby Ci bohaterowie byli autentyczni. Bo nie było to słownictwo godne grzecznych małych chłopców, tylko takie jakimi nastolatkowie się faktycznie posługują. No, przynajmniej tak mi się wydaje. Dużo razy parskałam śmiechem i zapisywałam śmieszne cytaty, ale nie ciągle byłą tak kolorowo. Niestety zdarzało mi się również trochę nudzić, czasem przez kilka stron musiałam czytać o wielkich staraniach Q nad odgadnięciem jakiejś części zagadki, podczas gdy ja już wiedziałam co to będzie. Nie było to zbyt pozytywne uczucie.

" - Chłopie, nie chcę rozmawiać o butach Lacey. I powiem ci dlaczego: mam coś, co sprawia, że jestem zupełnie nie zainteresowany butami na bal. To się nazywa penis."

Nie wiem szczerze co mogłabym napisać w temacie "Papierowych miast". W sumie to nie wiedziałam nawet zaczynając tę recenzję. Musze przyznać, że lektura mi się podobała. Niestety nie mam szansy porównać jej z innymi dziełami autora, ale może to i dobrze. Wielu mówi, że książka przy nich wypada słabo, sądzę więc że raczej lepiej dla mnie, jeśli faktycznie zaczęłam dzieła autora od tej słabszej powieści. Nie mniej jednak ja jestem zadowolona z lektury i polecam ją każdemu. Teraz jestem tylko ciekawa jakie będą moje odczucia po przeczytaniu "Szukając Alaski" oraz "Gwiazd naszych wina".


 Ocena: 8/10

Tytuł oryginału: Paper Towns
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 393

wtorek, 4 lutego 2014

28. "52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" Jessica Brody

HISTORIA KOPCIUSZKA OPOWIEDZIANA OD TYŁU

Zbliża się najszczęśliwszy moment w życiu Lex. W dniu swoich osiemnastych urodzin ma otrzymać od "kochającego tatusia" czek na 25 milionów dolarów. To jej upragniona swoboda i wolność, która należy się "z urodzenia" każdemu członkowi rodziny. 
Tymczasem ojciec odracza środki funduszu powierniczego o 52 tygodnie. Młoda celebrytka, znana dotychczas z pierwszych stron gazet, kanałów informacyjnych oraz imprez dla VIP-ów, musi poznać smak pracy.

Barack Obama i Madonna pierwsze kroki robili w barach szybkiej obsługi. Walt Disney zaczynał jako gazetowy. Rod Stewart był grabarzem.



Pierwsze, co mnie skłoniło do przeczytania tej książki, to cała masa pozytywnych recenzji. Nie było życia w blogosferze gdy w jakikolwiek dzień nie pojawiła się u kogoś recenzja tej pozycji i to jeszcze jakże pozytywna. Stwierdziłam więc, czemu nie. Na dodatek znalazłam w internecie fragment książki i przeczytałam. No i po prostu wiedziałam, że muszę mieć "52 powody...". Tyle się przy tych paru stronach uśmiałam, że już się nie mogłam doczekać całości. Ale jakie w rzeczywistości okazało się dzieło Jessicy Brody?

Lexington Larrabee to (na pozór) niezła szczęściara! Ona ma wszystko. Dosłownie! Rozwala samochody warte kilkadziesiąt tysięcy, może wybrać się na drugi kontynent jeśli tylko skinie palcem. Nosi najdroższe ubrania. A najcięższe co w swoim życiu zrobiła, to chyba noszenie swojego maleńkiego pieska... Bo jest taki malutki i ma tak krótkie łapki że nie nadąża biegiem za swoją bogatą panią. Cóż więc można chcieć od życia więcej? Oh tak. Fundusz powierniczy. 25 milionów dolarów. Wolność. A to już w dniu osiemnastych urodzin. Już za kilka dni. Lexi nie może się doczekać, kiedy wyjedzie, zostawi daleko za sobą swojego tatusia i jego ludzi. Już planuje swoją nową podróż z przyjaciółkami, już chciałaby się zacząć na nią pakować.. Ale nie tak szybko, Lexington.

Jessica Brody to pisarka, o której do tej pory w ogóle nie słyszałam. Oczywiście do czasu, aż nie pojawiła się pierwsza recenzja "52 powody..". A tu, jak się okazuje, wydała ona w ciągu czterech lat aż pięć powieści. Trzeba się więc będzie zorientować, co to za książki. Dlaczego? Bo pani Brody to bardzo dobra pisarka. Pisze ona lekkim językiem, pozwala czytelnikowi już od pierwszych stron wczuć się w czytaną opowieść, a nawet kilka razy wprowadziła mnie w błąd, co bardzo lubię. (tak, kilka razy próbowałam się domyślić jak pewne sceny się skończą, wszystko na marne) Nie zabrakło również elementów humoru. Może nie śmiałam się zbyt często, ale zdarzało mi się to, gdy czytałam np. zmagania Lexi z odkurzaczem. :)

Bohaterowie książki są bardzo różni. Lexington, z początku rozpuszczona, bogata osiemnastolatka. Później osiemnastolatka, ale która ma już coś w głowie. Dziewczyna, która bardzo mnie zaskoczyła i której zmiany przyjemnie mi się obserwowało. Później Luke. Spokojny, niezbyt towarzyski chłopak, zapatrzony w Richarda Larrabee jak w obrazek. Polubiłam go pod koniec, muszę przyznać. Richard Larrabee, człowiek, który skrywa się pod maską. Nie okazuje żadnych emocji, uczuć. Nawet z własną córką nie ma i nie miał zbyt przyjemnych relacji. I wielu innych. Nie można narzekać na bohaterów, autorka książki postarała się bardzo i dużo czasu na pewno na to poświęciła, by ich utworzyć takimi jakimi są.

Koniec książki wywołał na mojej twarzy uśmiech. Przyjemnie mi się go czytało i myślę, że Tobie również się spodoba, Drogi Czytelniku. Oczywiście jeśli tylko nie czytałeś tej książki. Polecam tę książkę każdemu, ponieważ jest naprawdę bardzo przyjemna. Mamy do czynienia z tym, jak główna bohaterka staje się kimś innym, zmienia się. Nawet dla siebie można z tej lektury wynieść coś pouczającego, jeśli się tylko chce. Polecam. :)


Ocena: 9/10

Tytuł oryginału: 52 Reasons to Hate My Father 
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 408

"Okazało się, że nie mam jednego ani dwóch, lecz pięćdziesiąt dwa powody, by nienawidzić mojego ojca. Królewska Służba. Usługi sprzątające to pierwszy z nich."

niedziela, 2 lutego 2014

Taki mini stosik na ferie i podsumowanie stycznia!

Witam wszystkich w to niedzielne, zimowe (!) południe. :) Dzisiaj przychodzę z moim maleńkim ale jakże zadowalającym (jak dla mnie!) stosikiem. No i z podsumowaniem stycznia. W sumie to nie robię podsumowań, ale w tym roku postaram się tak uczestniczyć w życiu tego bloga, by te podsumowania się opłacało wstawiać.

No więc co planuję czytać w te wymarzone, dwutygodniowe ferie, oczywiście oprócz równie wymarzonych szkolnych lektur? :)




OD GÓRY:

Papierowe miasta John Green
Crescendo Becca Fitzpatrick
Mroczny sekret Libba Bray


Jak sami widzicie, mam tu bardzo skromnie. Oprócz tego jestem w trakcie czytania 52 powody dla których nienawidzę mojego ojca której recenzja pojawi się mam nadzieję niebawem. No i czekają na mnie również lektury szkolne takie jak Świętoszek, Skąpiec i Cierpienia Młodego Wertera. Tak więc sądzę, że na nudę narzekać i tak nie będę. :)


A teraz króciutkie podsumowanie stycznia.

No więc w styczniu udało mi się przeczytać.... UWAGA.... 4 książki! Wow Kaśka mistrz!
Wiem, że dla wielu z Was to śmieszna liczba (czytacie po co najmniej 10 książek miesięcznie) ale dla mnie to dobry wynik. Nie no, dobry to za dużo powiedziane, ale jednak jestem pozytywnie do niego nastawiona. xD

1. Reality show Nicola Kraus & Emma McLaughlin
2. Makbet William Szekspir
3. Pandemonium  Lauren Oliver
4. Requiem Lauren Oliver

Łącznie przeczytanych stron: 1153
Dziennie po 37 stron. :)

Tak więc to koniec mojego niedzielnego posta. Życzę wszystkim udanej niedzieli jak i całego tygodnia. Dla tych, którzy wracają jutro do szkoły jak i dla tych którzy jeszcze czekają na ferie - dużo sił i wytrwania a dla tych, którzy jak ja już sobie odpoczywają - jak najwięcej czasu na czytanie i miłej zabawy w czasie dwutygodniowego wolnego! :)



czwartek, 16 stycznia 2014

27. "Requiem" Lauren Oliver

Rewolucja rozlewa się na cały kraj, oddziały rządowe średzą i brutalnie tępią grupy Odmieńców. Jako członkini ruchu oporu Lena znajduje się w samym centrum konfliktu. Rozdarta między Aleksem i Julianem walczy o swoje życie i prawo do miłości.
W tym samym czasie Hana prowadzi bezpieczne, pozbawione miłości życie u boku narzeczonego - nowego burmistrza Portland. Wkrótce drogi dziewczyn znów się zejdą, a ich spotkanie doprowadzi do bolesnej konfrontacji.
Czy można wybaczyć zdradę? Czy mury wreszcie runą?




Z takim właśnie opisem możemy zapoznać się na okładce ostatniej części jednej z najlepszych trylogii jakie czytałam. A jak ja bym się wypowiedziała na temat tego tomu?
Lena żyje nadal w Głuszy, a od kiedy pojawił się tam również Alex, nie może się na niczym skupić. Co więcej, Alex nie jest już tym samym chłopakiem, który czule ją obejmował i zapewniał, że wszystko będzie w porządku. Jest to chłopak, który po niewoli w Kryptach oziębł, jak się to na początku Lenie wydawało. Jego oczy straciły dawny błysk, uśmiech prawie w ogóle nie pojawia się na jego twarzy i jedynie włosy zostały takie jak dawniej. Ale za niedługo Lena zorientuje się, że jej Alex wciąż gdzieś tam jest. Szkoda tylko, że w jej towarzystwie jest kimś innym, obcym.
Jeśli chodzi o Juliana, to powoli już przywykł do Głuszy i jej zasad. Czy jednak chłopak nie żałuje, że pozostawił bezpieczny świat wyleczonych za sobą? A jak będą przedstawiać się relacje jego i Leny, po tym jak Alex pojawił się na horyzoncie?
Jak czytamy w opisie, rewolucja rozlewa się na cały kraj. Już nawet w Głuszy nie jest bezpiecznie, o czym nasi bohaterowie dowiadują się niebawem. A Hana? Hana została oczyszczona z wszelkich skrajnych uczuć już dawno temu. Teraz przygotowuje się ślubu z obecnym burmistrzem Portland. Pojawiła się w centrum uwagi, jej narzeczony jest wspaniały i wszystko układa się jak najlepiej. Lecz co się stanie, gdy pewnego dnia, na drogę, pod koła jej luksusowego samochodu wyskoczy głodna, wychudzona Jenny?

Requiem to już ostatnia część trylogii. Niestety. Bardzo pokochałam tę serię. Ma w sobie coś, co nie pozwalało mi spokojnie skupić się na matematyce, biologi czy Bóg wie na czym. Trzeba było czytać. W tym tomie, dzieje się naprawdę wiele zaskakujących rzeczy. Kilka razy przerywałam lekturę, by powrócić do wcześniej przeczytanego fragmentu, bo oczom po prostu nie wierzyłam. Wiele sytuacji mnie szokowało. Nie, nie żartuje. Bardzo przywiązałam się do tej trylogii i bohaterów.
Bardzo mnie uszczęśliwiło, że Alex ponownie się pojawił. Tęskniłam za nim i sądzę, że Lena jeszcze bardziej. Muszę jednak przyznać, że dziewczyna mnie nieco wkurzała swoimi wybuchami zazdrości i lekceważącym czasem zachowaniem w stosunku do Juliana. Ale wiecie co? Przemyślałam jej zachowanie i stwierdziłam, że przecież sama nie byłabym lepsza. Autorka bardzo popisała się, przy przedstawieniu bohaterów i ich uczuć. No, może ten mój kochany Julian był lekko zbyt idealny. Albo mi się po prostu daje.

W ostatniej części nie tylko zaskakuje nas wiele rzeczy. Pojawiają się również nowi bohaterowie. Nie, nie powiem jacy, bo jak przeczytacie, to sami się przekonacie. Powiem tylko tyle, że wnieśli do tej książki dużo emocji, akcji i naprawdę miło mi się czytało wątki z nimi.

A zmieniając nieco temat - wiecie co mnie jako jedyne denerwowało w tej serii? No, w sumie to ogólnie mogę się wypowiedzieć o książkach z narracją pierwszoosobową, ale przy tej trylogii odczułam to najbardziej. Wkurzyło mnie, że nie mogę obiektywnie ocenić bohaterów. Wszystkich widzę oczami Leny. Skąd więc mam wiedzieć, czy ten, którego Lena nie trawi, nie okaże się w rzeczywistości naprawdę świetnym gościem? Albo ten kogo tak Lena uwielbia, nie okaże się kimś, kto marnuje tylko nasz czas? Zero obiektywizmu, jesteśmy skazani na Lenę. Ja jednak lubię tę dziewczynę, Były nawet momenty, gdy podziwiałam jej wolę walki.

Dobra, zakończę tę recenzję. Nie mam siły, chce mi się spać, no i sama nie wiem co mogę tu dalej pisać. Chciałam tylko zaznaczyć, że jest to książka, jak i cała trylogia, naprawdę warta przeczytania. U mnie już cztery dziewczyny z klasy zaklepały tę książkę. Mogę im ją pożyczyć, ponieważ pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki. Jedna z nich po przeczytaniu jest naprawdę zadowolona i opowiadała jak ją ta lektura wciągnęła. A co ja mówię? Ta seria to rewelacja. I z pewnością nie jest to moje ostatnie z Leną, Alexem, Julianem, Raven, Hunterem i innymi..
  "Zburzcie mury"


PS. Czytałam w wielu recenzjach, że zawiodło Was zakończenie. Jeśli chodzi o mnie, nie mam mu nic do zarzucenia. No, może brakuje mi troszkę Juliana, ale jest dobrze. Gdyby autorka zrobiła zakończenie typu takiego, jakie było w Delirium czy Pandemonium to chyba bym ją znienawidziła za to, że nie zafundowała nam części czwartej.
Pozdrawiam i przepraszam za słabą recenzję.



Ocena: 10 / 10
Tytuł oryginału: Requiem
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 390

niedziela, 12 stycznia 2014

26. "Pandemonium" Lauren Oliver

A jeśli pokochasz największego wroga?

Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę. Ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie... Wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni.
Z utraconej [miłości] i bólu rodzi się nowa Lena Morgan Jones - członkini ruchu oporu. Podejmuje się najbardziej niebezpiecznej misji. Na jej drodze staje tajemniczy Julian.

Zobacz, do czego jest zdolna dziewczyna taka jak Ty!



Chwilę się zastanawiałam jak zacząć tę recenzję. Serio, nie wiem jak to zrobić. No ale dobra.
Lena trafiła do Głuszy. Czyż nie powinna być szczęśliwa? W końcu na to czekała.
C H C I A Ł A uciec z Portland przed swoim zabiegiem... Ale całe jej plany na przyszłość były związane również z Aleksem. A tu jak czytamy opis okazuje się, że wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni. Ci co przeczytali delirium, wiedzą co się stało. Nie będę więc w tej recenzji wspominać o niczym, prócz tego, że Aleksa z Leną nie ma. To zakończenie trzymało mnie w ciągłej ciekawości, co też stanie się dalej. No i proszę, przeczytałam pandemonium poświęcając na tę książkę czas, który powinnam przeznaczyć na biologię i wszelakie mutacje genetyczne... Jakie są moje wrażenia? Uwierzcie, ta  książka jest dużo ciekawsza od mutacji genetycznych.

Jak się okazuje, autorka zastosowała ciekawą taktykę tworząc rozdziały. Mianowicie występują one na zmianę - raz rozdział TERAZ potem WTEDY i tak w kółko. Czyta się bardzo dobrze. Dzięki temu, możemy poznać życie Leny zaraz po trafieniu do Głuszy a za razem wtedy, gdy już jako członkini ruchu oporu poznała Juliana. Niezmiernie mi się podobał ten zabieg, bo ciągle się coś działo. Jeśli w danym rozdziale WTEDY toczyło się normalne życie w Głuszy, to w następnym, czyli TERAZ okazuje się, że Lena jest w tarapatach.

"- A co oznacza czerwony? (...)
- Co?
- Niebieski oznacza dostawę, żółty to opóźnienie. A co oznacza czerwony?
Widzę błysk strachu w jego oczach i nagle znów przenika mnie chłód.
- Uciekać."

Jak czytamy na okładce, w pandemonium rodzi się nowa Lena (nie, nie chodzi tu o reinkarnację, jak to moja koleżanka się zastanawiała xd). Ta Lena jest odważna i pewniejsza siebie. To życie w Głuszy ją tak zmieniło. I całe szczęście, bo nie za bardzo przypadała mi do gustu tamta Lena.
Szczerze powiedziawszy, zastanawiałam się, jak ja przebrnę przez tę książkę, gdy Aleksa nie będzie. Bałam się zacząć drugi tom, sądziłam że się rozczaruję. Zastanawiałam się, jak przeżyję fakt, że na drodze głównej bohaterki stanie przystojny Julian. Ale jak się okazuje, bardzo go polubiłam.
Moją sympatię zdobyła również Raven. Jest to kobieta silna i rządzi wszystkimi, lecz pod tą grubą skorupą kryje się delikatna dziewczyna. No, może nie aż taka delikatna.
No i oczywiście, jakbym mogła nie wspomnieć o Hunterze. Chłopaka naprawdę bardzo polubiłam. Jako jeden z niewielu był od początku miły dla Leny, co i ja odbierałam naprawdę pozytywnie. Mam nadzieję, że w następnej części będzie się on pojawiał częściej, i że będę miała go okazję lepiej poznać.

Autorka pisze lekkim i zrozumiałym językiem. Opisy są barwne, wszystko można sobie z łatwością wyobrazić. Jak już wyżej wspomniałam, bardzo podobał mi się podział rozdziałów. Pandemonium to książka, która trzyma poziom. Chociaż nie, źle to określiłam. Druga część jest nawet lepsza od pierwszej. Już od pierwszych stron wciąga i ciekawi. Nie sposób się od niej oderwać, a ja jak już również wspomniałam - miałam się uczyć mutacji.

"Jest stara, złośliwa i wygląda jak skrzyżowanie żaby z pitbullem. Jest jedną z tych osób, które sprawiają, że remedium wydaje się zbędne - nie można sobie wyobrazić, by była zdolna do miłości nawet bez zabiegu."

Pojawiają się nowe postacie. Dowiadujemy się o coraz to nowych okrucieństwach ze strony rządu i wyleczonych. Poznajemy tak zwane Hieny,  które ludzie biorą za zwykłych Odmieńców. Najbardziej zaskoczyła mnie kobieta z wytatuowanym numerem 5996 na szyi. Była ona dla mnie jak i dla głównej bohaterki wielką niewidomą, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. (jaka ja tajemnicza, musicie przeczytać jak najszybciej tę książkę, żeby wiedzieć o co chodzi, bo to jest pod koniec xd)

"Wczoraj stanęłaś oko w oko z dwoma maniakalnymi zabójcami. A teraz nie możesz znieść lekkiego pieczenia?
- To zupełnie inna sprawa."

Podsumowując, książka jest naprawdę warta przeczytania. Naprawdę ją polecam każdemu. I to nie są puste słowa, bo gdy ktokolwiek mnie pyta co to za książka, i jest nią zainteresowany, to od razu tej osobie mam zamiar ją pożyczać. Jeśli mi się coś bardzo podoba, to mam ochotę żeby wszyscy to przeczytali i docenili. Nie wiem, jak tam wypadła moja recenzja, nawet mi się nie chce jej czytać, ale mam nadzieję, że nie jest źle. Zakładam, że nie przekazałam wam w niej nawet jednej tysięcznej mojego entuzjazmu. No ale przepraszam, nie wiem co mam jeszcze napisać i w jaki sposób. Po prostu chcę już lecieć czytać ostatnią część, której nie mogłam się oprzeć i zaczęłam czytać już wczoraj wieczorem. (obawiam się jednak, że nie będzie ona już tak rewelacyjna jak druga, ale to się jeszcze zobaczy.) Tak nawiasem mówiąc, czy i Wam nie kojarzy się ze Zmierzchem ten cytat wyżej? Bo mi kojarzy się bardzo ze sceną, gdy Bella leży w szpitalu po incydencie z Jamesem. xd

"Chłopak ze snu, z innego życia. Chłopak, który wrócił zza grobu. Alex."
 
Ocena: +10 / 10
  
Tytuł oryginału: Pandemonium
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 373

czwartek, 2 stycznia 2014

25. "Reality Show" Nicola Kraus & Emma McLaughlin

Autorki bestsellerowej Niani w Nowym Jorku przenoszą nas w świat Reality Show, gdzie prawdziwe dramaty rozgrywają się za kulisami.
Osiemnastoletnia Jesse zostaje wytypowana do obsady "dokumentu" o życiu nastolatków kręconego w jej szkole przez modną stację telewizyjną. Wcale nie marzy o byciu gwiazdą, ale zarobione w ten sposób pieniądze pozwolą jej pójść do college'u, więc pokusa jest ogromna. Cena, którą przyjdzie jej zapłacić, jest jeszcze większa. Udawane przyjaźnie, manipulacje producentów i pogoń za coraz większą oglądalnością sprawią, że życie Jesse przewróci się do góry nogami.
Reality Show to więcej niż lekka opowieść o przyjaźni, miłości i telewizji. To także świat obłudy, gry pozorów i bezlitosnej walki o widownię.



Ufff, jak przepisywałam ten opis z tyłu okładki sama się dziwiłam jak ciekawie on brzmi. Gdybym cofnęła się o ten tydzień (bo tak długo czytałam tę książeczkę) to zapewne dalej miałabym ochotę na lekturę. Teraz jednakże mam jedynie ochotę rzucić ją gdzieś na bok, w szary kąt i powoli zapomnieć... Ale od początku.

Jak sam opis nam mówi, czytając Reality Show zapoznajemy się z niejaką Jesse O'Rourke. Zwykła dziewczyna, uczennica liceum Hampton High, a jednak coś w niej jest odmiennego, dzięki czemu nie jest taką zwykłą uczennicą. No więc, znana stacja telewizyjna XTV postanowiła nakręcić program o życiu zwykłych licealistów i postanowili, że wykorzystają do tego właśnie szkołę do której uczęszcza Jesse. Dla dziewczyny był to szok, gdy została wytypowana do obsady. Któż by bowiem pomyślał, że zwykła szara myszka, na którą nikt nie zwraca większej uwagi, zostanie główną bohaterką nowo kręconego programu. Ciekawie, czyż nie?

Autorki piszą dość lekko. Narracja jest pierwszoosobowa, oczywiście prowadzi ją Jesse. I co mi się jako pierwsze narzuca, gdy pomyślę o tej narracji? Otóż, wydaje mi się (bo nie pamiętam czy gdzieś pisało), że główna bohaterka ma 18 lat. Z resztą można to wywnioskować po tym, jak spożywała alkohol i że wybiera się za niedługo do college'u. W wielu momentach sądziłam, że może mieć maksymalnie z 14. Uderzało mnie nieraz dość infantylne zachowanie tej postaci. To, jak ze swoją przyjaciółeczką cieszyła się, że chłopak którego <o Boże!> ubóstwia zerwał z jakąś laską, lub zamienił z nią słowo czy jak biegła by się tym pochwalić i zwierzyć, bo przecież się do niej uśmiechnął! Po prostu nie mogłam wyobrazić sobie pełnoletniej osoby. Widziałam tylko nastolatkę, która wchodzi w okres dojrzewania.
Zachowanie tej przyjaciółeczki, która nosi imię Caitlyn również mnie drażniło, w sumie nawet bardziej. Jest to dziewczyna, która wnioskując po zawartych w książce opisach jest pewna siebie i ładna. Dziewczyna od początku była przekonana, że trafi do obsady kręconego programu. Jakież to było zaskoczenie, gdy zamiast niej, wybrano jej najlepszą przyjaciółkę. Zaskoczenie, a zaraz po tym ZAZDROŚĆ. Osiemnastoletnia dziewczyna, wybierająca się do college'u strzelała fochy przez ponad 200 stron tej książki o to, że to nie ją wybrano! Nie żeby coś, ale wydaje mi się, że powinna się cieszyć, że los uśmiechnął się do Jesse. Ta natomiast jest zła na nią, jakby to była właśnie jej wina. Tak, tak to wina Jesse, że została wybrana a Caitlyn nie. Boże, ile ja nerwów straciłam gdy był wątek o tym. Muszę przyznać, że sama miałam przyjaciółkę, która była zła o coś, co nie było zależne od mojej woli (np. wybierano mnie częściej do czytania jakichś tekstów na lekcji, czy kazano mi czytać dłuższe), ale na litość boską ja byłam w czwartej klasie podstawówki. Natomiast nasze "dojrzałe" bohaterki kończą liceum. Już samo to według mnie daje ogromny minus tej książce.

Co również mi się nie spodobało? Sposób opisywania. Można wiele razy natknąć się na to, jak autorki zamiast porządnie opisać coś, napiszą tylko "to jest w stylu tego i tego (tu imię i nazwisko) celebryty." To tak jakbym ja zamiast powiedzieć mojej znajomej, że widziałam prześliczną sukienkę na wystawie - krótką, sięgającą do połowy ud, dopasowaną bla bla bla - powiedziała, ej widziałam świetną sukienkę w stylu Miley Cyrus. Takich porównań jest wiele i pojawiają się nazwiska o jakich ja nie słyszałam. Przez to wiele razy nie mogłam sobie wyobrazić choćby głupiej sukienki, bo skąd mam wiedzieć jaki styl ma wspomniana kobieta. Przecież nie mam zamiaru sprawdzać w Google.pl. A nawet jakby to nie zawsze mam przy sobie laptopa i zasięg do internetu.

Denerwowała mnie również beznadziejność niektórych scen. Jako przykład posłuży mi to, jak Jesse sądziła (!), że Drew zakochał się w Nico. Tak, tak, tak ten Drew w którym z kolei kocha się nasza Jesse. Normalnie złamało się jej serce, co więc może począć biedulka? Oczywiście! Najlepiej zbliżyć się z chłopakiem Nico, mimo że uważa, że to (cytuję!) dupek. I doprowadzić do tego dwa razu. Mimo, ze nie ma się pewnych dowodów na potwierdzenie własnych racji... Śmieszne.

Muszę niestety przyznać, że ani trochę nie wczułam się w klimat tej książki. Nie wiem do końca, czym to jest spowodowane i nawet nie mam zamiaru się nad tym zastanawiać. Jednak mimo tych wszystkich minusów, potrafiłam się czasem uśmiechnąć. Jakież to było zbawienne, gdy zaśmiałam się pod nosem czytając jakiś tam fragment. I jaka szkoda że go nie zaznaczyłam! Muszę również przyznać, że ostatnie 50 stron mnie wciągnęło. Naprawdę miłe zaskoczenie.
Mimo tego i tak, gdy myślę o Reality Show, przypomina mi się jak w któryś dzień zepsuła mi ta książka humor. Aż sama się zdziwiłam, że byłam przez nią rozdrażniona.

Podsumowując, nie polecam tej książki. Reality Show nie wniosło nic do mojego życia i stwierdzam, że mogłam spokojnie przeznaczyć ten tydzień na przeczytanie innej książki, może nawet więcej niż jednej. Z drugiej strony i tak bym w końcu musiała ją przeczytać (leżała na mojej półce po tym, jak kupiłam ją za złotówkę i chyba wiem, czemu ktoś ją oddał za darmo), bo ciekawość nie pozwoliłaby mi zapomnieć o niej. Dobrze więc, że mam ją za sobą. Dla tych jednak, którzy są zainteresowani opisem a zniesmaczeni po przeczytaniu recenzji, od razu mówię - patrząc na lubimyczytac.pl i oceny innych, własnym oczom nie wierzyłam gdy widziałam z dziewięć czy nawet dziesięć gwiazdek. Nie musicie więc sugerować się wyłącznie moją opinią, może po prostu miałam zły tydzień, czy coś. :)


Ocena: 4/10

Tytuł oryginału: The Real Real
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron:  284



Mamy już kolejny, nowy rok, życzę więc WSZYSTKIM szczęśliwego i owocnego pod względem czytelniczym tego 2014 roku. Napisałabym coś jeszcze, ale niestety teraz czas mnie goni, wybaczcie! 
Nie wstawiam również podsumowania 2013, ponieważ sądzę, że nie mam czego podsumowywać. Ubiegły rok nie był dla mnie zbyt dobry jeśli chodzi o czytanie, mam nadzieję że w tym będzie lepiej. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...