czwartek, 26 grudnia 2013

23. "Intruz" Stephenie Meyer

Świat został opanowany przez niewidzialnego wroga. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich normalne życie. Jedną z ostatnich niezasiedlonych, wolnych istot ludzkich jest Melanie. Wpada jednak w ręce wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa duszy coraz to nowe wspomnienia ukochanego...


Świat zostaje przejęty przez tajemnicze istoty z innej planety. Miliony istnień ludzkich przegrało z Duszami, poddało się. Nie widzieli już żadnych szans na przetrwanie, więc się po prostu wyłączyli. Ale są również tacy, którzy walczą. Ale czy jest ich wielu? Melanie boi się, że w promieniu kilometrów nie ma nikogo, kto mógłby pomóc jej i Jamiemu. Ale czy faktycznie jej obawy okażą się prawdopodobne?

 "Intruz" to książka po którą z początku nie miałam ochoty sięgać. Jeszcze zanim wyszedł film, koleżanka powiedziała mi, że nie mogła jej strawić i odstawiła na bok w połowie tylko przeczytaną. Ale po jakimś czasie zobaczyłam zwiastun filmu i z czystej ciekawości go obejrzałam. Po oglądnięciu go, czekałam z niecierpliwością na więcej, aż w końcu wszedł do kin a potem i na różne strony typu kinomaniak. I z tego, co powiem na temat filmu to to, że zdążyłam go chyba oglądnąć z trzy razy w ciągu jednego tygodnia. Kocham ten film i wiedziałam, że muszę zdobyć książkę. Tak się złożyło, że chyba w Tesco czy gdzieś była za 10 zł. mniej niż w księgarni, więc na co miałam czekać? Od razu ją zabrałam do kasy. I nie żałuję ani złotówki a potem i minuty spędzonej na czytaniu.

Stephenie Meyer to autorka znana głównie z sagi "Zmierzch". Jedni kochają serię o Edwardzie i Belli a inni nienawidzą i chętnie spaliliby na stosie wszystkie tomy które wyszły na światło dzienne. Spotykam ludzi, którzy potrafią uzasadnić niechęć do sagi. Są jednak też tacy którzy powiedzieliby "a bo jest głupia", nawet się nie zastanawiając czemu. I w sumie ja też mogłabym powiedzieć, że historia jest czasem nawet śmieszna, ale nie powiem, bo kocham tę serię, a jednym z powodów jest styl jakim posługuje się autorka.

Gdy otwarłam to tomisko na pierwszym rozdziale, zaczęłam się zastanawiać jak przebrnę przez tyle stron opowieści, którą znam z oglądanego filmu. Okazało się jednak, że i tym razem "Intruz" bardzo mnie wciągnął. Jest wiele książek, które dla rozwinięcia akcji potrzebują stu stron ogromnej nudy, lub sama akcja pojawia się w ostatnich rozdziałach. Zaczynając jednak czytać, od razu mnie wciągnęło. I myślę, że wciągnęłoby właściwie każdego, no chyba że ktoś nienawidzi tego gatunku książek.

Język jest lekki, opisy, myślę, że w miarę barwne. Co do tego nie jestem do końca pewna - czytając wyobrażałam sobie wszystko jako podobne do tego co w filmie. Były jednak momenty, w których moja wyobraźnia musiała się uaktywnić, za co jestem wdzięczna. Po tym, jak w filmie pokochałam Jareda, za to znielubiłam Iana, w książce odzyskał on moją sympatię. Został przedstawiony jako miły, opiekuńczy.. Nie to co z początku Jared. Mimo to czytanie końcówki nie sprawiło mi przyjemności - za dużo Iana i Wandy a za mało Jareda i Melanie. Ale tego można się było domyślić, wszystko w książce toczy się wokół Wagabundy.

No i zakończenie. Byłam nastawiona na coś wielkiego. Stephenie natomiast zakończyła skromniutko a za razem zaskakująco. Nie tego jednak oczekiwałam, i po przeczytaniu czuję lekki niedosyt. I to mogło zaważyć na mojej ocenie, teraz jednak gdy wspominam tę książkę, już prawie nie pamiętam zakończenia, które w sumie nie miało jak utkwić mi w pamięci.

Podsumowując, polecam tę książkę WSZYSTKIM. Oczywiście, jeśli ktoś nie lubi tego typu książek, niech się nie zabiera, jeśli ma zamiar potem ostro krytykować. Mi jednak się bardzo, ale to bardzo podobała i z pewnością do niej kiedyś wrócę. A co do tej recenzji, pewnie niezbyt ciekawie przedstawiłam "Intruza". Sama nie wiem, nie miałam siły na pisanie tej recenzji, chyba zbyt dawno tego nie robiłam i mam pustkę w głowie. Wybaczcie. :)

Ocena: 9/10


Tytuł oryginału: The Host
Wydawnictwo: Dolnośląskie
 Liczba stron: 556

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam tę książkę! Pani Meyer pokazała w niej ogrom swojego talentu, na który nie zwróciłam większej uwagi w "Zmierzchu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. moim zdaniem ci którzy nie lubią takich książek, też mogą spokojnie przeczytać. jestem przykładem - fantastyki ogółem nie trawię, a Intruza oceniłam na 8 :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Intruza, czytałam z przyjemnością, coś zupełnie innego niz nudny Zmierzch. ;P

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. czytałam książkę zaraz po tym jak "Zmierzch" zdobył ogormne uznanie. Według mni ta książka jest dobra na raz :D

    OdpowiedzUsuń
  5. UBÓSTWIAM! Genialna, wciągająca i w ogóle cudowna ;) Dawno nie miałam do czynienia z tak świetną książką.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Intruz" bardzo mi się podobał i na pewno kiedyś sprawię sobie własne wydanie, które zasili moją biblioteczkę. Nie raz, nie dwa będę do niej wracała, bo jest naprawdę cudowna i niesie za sobą niezwykłe przesłanie.
    Zazdroszczę Ci filmowego wydania i mam nadzieję, że i ja je kiedyś będę miała u siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna recenzja, na "Intruza" mam ochotę już od dawna. Zdecydowanie muszę przeczytać :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...