środa, 7 sierpnia 2013

18. "Osaczona" P.C. Cast + Kristin Cast

Przyjaciele Zoey znów są przy niej, a Stevie Rae i czerwoni adepci przestali być tajemnicą Neferet. Zagrożenie pojawia się ze strony potężnego Kalony. Klucz do powstrzymania jego rozprzestrzeniającej się władzy leży w przeszłości - co jednak, jeśli odkrywając ją Zoey dotrze do tajemnic, których wolałaby nie znać? Zoey czuje, że nie może w pełni ufać czerwonym adeptom. Musi także dokonać wyboru między byłym chłopakiem, Erikiem, a Starkiem - łucznikiem, który zmarł w jej ramionach pamiętnej nocy, by odrodzić się jako sługa Neferet. Dziewczyna postanawia za wszelką cenę go uwolnić. Ukryte w nim zło jest przerażające.


W Domu Nocy jak zwykle, nie może być chwili spokoju. Po raz kolejny nad wampirzą szkołą zbierają się ciemne chmury. Wypadek babci, problem z chłopakami a do tego jeszcze Kalona. Nieśmiertelny, upadły anioł ucieka spod ziemi. Zostaje uwolniony dzięki krwi osoby, jednej z obecnych przy tym wydarzeniu. I przewraca życie Zoey do góry nogami. Dodajmy do tego jeszcze Neferet - najwyższą kapłankę, która odwróciła się od Nyks oraz Kruki Prześmiewcy - dzieci Kalony pół kruki pół ludzie i otrzymamy niezły bałagan nie do ogarnięcia. Czy nasza adeptka, nazywana przez wszystkich kapłanką, poradzi sobie z takim wyzwaniem? Czy odnajdzie potrzebne jej wsparcie w bogini?

Każdy mówi, że z kolejnym tomem serii Dom Nocy jest coraz gorzej. Z mieszanymi uczuciami zabrałam się więc za lekturę. Byłam już nastawiona na porażkę, a może raczej na lekki zawód (jeśli w ogóle można o czymś takim mówić w stosunku do tej serii). Czy faktycznie było tak źle? Sama nie wiem, z pewnością wyobrażałam sobie wszystko gorzej niż wypadło w rzeczywistości, ale też nie było kolorowo. Naprawdę zdążyłam kilka razy chwycić się za głowę lub po prostu w zaciszu pokoju zademonstrować "face palm".

Główna bohaterka, to ktoś kogo chyba nigdy nie polubię. Nie jestem tego pewna, ale kiedyś chyba darzyłam ją czymś na kształt sympatii. No właśnie, kiedyś. Nie wiem co autorki chciały osiągnąć, zrobieniem z Zo takiej pustej dziewczyny, ale z pewnością ja sama nie chciałabym mieć z takim człowiekiem do czynienia. A dążąc do przykładu popierającego sens moich słów... Byłam wściekła. Tak, wściekła gdy główna bohaterka postanowiła wrócić do Erika. A zaraz potem pragnęła Heatha. Oh no i przecież tak bardzo kochała Starka. Wrrrrrrrrr. Czy do jasnej ciasnej to jest do końca normalne? Ahhh, no ale przecież nasza malutka, wiecznie biedna Zoey nie wie co zrobić. Przecież ona nie chce nikogo skrzywdzić. Po prostu gdy jest z jednym, reszta się nie liczy. Bo każdy z nich jest tak pociągający.. A Zo która nie potrafi wybrać przecież nie zachowuje się jak ktoś rozpuszczony. Nikogo nie wykorzystuje. Jest zwykłą,bezradną dziewczyną... która wszystkich rani. To naprawdę robi się nudne. I denerwujące. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach z którymi zamierzam się zmierzyć, nie będzie takich momentów.

Wątek miłosny w Osaczonej jest. Ja od zawsze lubiłam czytać takie momenty. Po prostu jestem duszą romantyczki. I wysuwa się myśl - Kaśka jest zadowolona! A tu co? Kaśka jest po raz kolejny zirytowana. Moim zdaniem autorki za szybko wprowadzały pewne treści. Mają chyba z dwanaście tomów serii, gdzie się tak śpieszyć! Ale one oczywiście musiały Erika od razu połączyć z Zo. Jedna mała chwileczka na osobności a oni co? Całują się i znowu są razem! No i sobie są tą parą ale tu znowu się coś dzieje.. Pojawia się Stark. I jest zły, i wszystkich wykorzystuje do swoich celów, i nic a nic go nie obchodzi. Ale co się dzieje? Jedna mała chwilka a tu znów powraca stary dobry Stark i całuje Zo. Przechodzi dzięki niej na dobrą stronę, porzuca zło Nie no tego to za wiele jak na moje nerwy...

Przechodząc dalej... Zawsze twierdziłam że język autorek jest lekki i zrozumiały. I dobrze twierdziłam. Ale jednocześnie zawsze coś mnie denerwowało. To jak panie Cast opisują wydarzenia które powinny być straszne i trzymać w napięciu, są jak jakaś parodia. No dosłownie. Choćby przychodzi mi na myśl scena wygnania Kalony. Lub pozwolę sobie przytoczyć jego wypowiedź. "Zabieram ją i to już!" skojarzyło mi się z małym dzieckiem a nie z upadłym, potwornym aniołem który sieje grozę. :))

Pomijając również naiwność bohaterów którzy myśleli, że tak po prostu uciekną sobie z Domu Nocy zawładniętego czarnymi siłami, książka nie była aż taka zła. W sumie, to gdyby lekko przymknąć oko na to co wyżej wymieniłam, można stwierdzić że książka była znośna. Momentami nawet wciągająca. Trzeba pogratulować autorkom pomysłu i tego, że nie ma miejsca na nudę. Już od pierwszych stron zostajemy wciągnięci w świat Zoey. Nie będę się tu tak dużo rozpisywała, ale powiem tylko że nie żałuję czasu. Mam zamiar dokończyć serię, wytrwać do końca. I tych którzy już zapoznali się z Domem Nocy zachęcam do kontynuacji. Oczywiście wybór należy do Was.

Ocena: -6/10

6 komentarzy:

  1. Ja zakończyłam przygodę z ta serią na części szóstej, ale niektóre recenzje przekonują mnie do kontynuacji ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Również mam zamiar dokończyć serię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skończyłam na szóstym bodajże tomie (lub siódmym). Wtedy nie dobrnęłam do końca, teraz znów się zamierzam zabrać za tę serię i mam nadzieję, że tym razem z powodzeniem ją zakończę. Choć szczerze pierwsze tomy podobały mi się bardziej niż te późniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam tylko pierwszą część tej serii i na pewno nie mam zamiaru jej kontynuować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Seria nie należy do ambitnych. Do pewnego momentu była nawet znośna, ale potem to szkoda gadać;(

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam pierwsze cztery tomy i były nawet znośne, może nie jakieś szalenie ambitne, ale dość przyjemnie się je czytało :)

    PS. Zostałaś nominowana u nie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...