poniedziałek, 26 sierpnia 2013

21. "Jutro 2. W pułapce nocy." John Marsden

Mam na imię Ellie. Coś wam opowiem.
To były nasze najlepsze wakacje. Ale po powrocie zastaliśmy coś, co na zawsze zmieniło nasze życie. Jeszcze nigdy nie mieliśmy takich kłopotów.
Na początku było nas ośmioro, teraz została szóstka. Nie wiemy, co się dzieje z dwójką naszych najlepszych przyjaciół. Umieramy ze strachu i bardzo za nimi tęsknimy. I dlatego, chociaż to niebezpieczne, a nasz plan nie jest idealny, spróbujemy ich odbić, nawet jeśli nie mamy pojęcia, co przyniesie jutro.
A ja? Chyba się zakochałam. Nie wiem, czy to najlepszy czas na takie rzeczy.


O ile pierwsza część wydawała mi się przeciętna, no po prostu mnie nie porwała jak to się tego spodziewałam, o tyle druga część bardzo mnie zaciekawiła i wciągnęła. Sama nie wiedziałam co o tej książce myśleć, można nawet stwierdzić że odkładałam ją "na później". Wydawało mi się, że będzie to trudna lektura, że mnie nie zainteresuje a będę musiała tylko się przy niej nudzić. Nic bardziej mylnego. :)

Po odejściu Kevina i Corrie, Ellie i jej przyjaciele nie wiedzą co mają ze sobą zrobić. Wszyscy bardzo przeżyli wydarzenia ostatnich dni czy tygodni. Chodzą po Piekle bez większego celu. W końcu jednak powstała inicjatywa uratowaniu dwójki przyjaciół. Problem w tym, że odbicie dwóch ludzi z rąk wroga będzie bardzo niebezpieczne. A czy im się w efekcie uda? Co nasi bohaterowie zastaną na terenie szpitala? Czego dowiedzą się o swoich rodzinach i o ich warunkach życia na terenie wystawowym?

Bardzo podoba mi się narracja pierwszoosobowa w tej serii. Wszystko o czym czytamy w książce, jest przedstawione z punktu widzenia Ellie. Wiadomo, że są utrudnienia w związku z takim typem narracji - nie wiemy co się dzieje w miejscu, w którym Ellie akurat nie przebywa. Ale to jest w tym najlepsze. Dopiero w chwili, gdy dziewczyna dociera do szpitala możemy dowiedzieć się o warunkach życia pacjentów. Pod koniec książki dowiadujemy się co się stało z Chrisem, który zniknął z Piekła, a przyjaciele nie mieli pojęcia gdzie go szukać. Ja stwarzałam sobie różne rozwiązania, ale nie trafiałam. Nie ma to jak przeczytanie w końcu odpowiedzi na kłębiące się w głowie pytanie.

W drugiej części trochę bardziej rozwinął się wątek miłosny. W niektórych chwilach chciało mi się śmiać z takich momentów, ale próbowałam się opanować. Mimo to, nie podobał mi się tak bardzo ten wątek. Może był poprowadzony nie w moim stylu? Jeśli w ogóle mój styl w tej dziedzinie istnieje. Dobrze, jednak że było tego nie za dużo i dało się spokojnie czytać skupiając się na głównym sensie tej książki.

Jak proste to było do przewidzenia, tak bohaterowie książki Jutro obmyślili nową akcję. Ale raczej więcej niż jedną. Doskonale pamiętam, jak czytając kilka dni temu serce mi biło na samą myśl, że ktoś może być zaskoczony i schwycony przez najeźdźców. I to jest najlepsze w czytaniu takich książek. Nie wiesz co stanie się z bohaterami i boisz się tak jakbyś to Ty był razem z nimi Czytelniku. Ja kocham taki moment, jednak wydaje mi się, że było tu takich zbyt mało. Wiadomo więc, czego oczekuję teraz po trzeciej części.

Teraz w końcu otrzymałam odpowiedź na moje pytanie - czy są inni ludzie, czy większe grupy które ukrywają się na wolności. Tak, tak, spotykamy się tutaj z takimi. Bardzo się ucieszyłam na samo przeczytanie o tym, sama chciałam zobaczyć, jak to będzie gdy dowództwo przejmą dorośli. Ale jak się okazuje, dzieciaki są odważniejsze od starszych. Nie do wiary, prawda? I jak będzie wyglądało życie, gdy nie trzeba się już będzie przejmować niczym. Żadnymi akcjami i niebezpieczeństwem. Dla mieszkańców Piekła przynosi to ze sobą ogromną ulgę. Ale czy na długo?

Autor wprowadza nas w świat wojny można powiedzieć bardzo dobrze. Ja, przyznam szczerze nie jeden raz zapominałam o rzeczywistości i pozwalałam sobie na przebywanie w świecie pana Marsdena. Język jest prosty, czyta się dość lekko. Wszystko widzimy oczyma Ellie. Moim zdaniem taki typ narracji idzie jak najbardziej na plus dla tej serii. Jedyne co mi nieraz nie pasowało, to dialogi. I mówię to ja, osoba której jedną z największych przyjemności jest czytanie dialogów. A nie pasowały mi one, bo wydawały się takie.. sztywne. Pozbawione nieraz emocji. Krótkie. Ale na szczęście nie zdarzało się to ciągle. Jak dla mnie jednak, nie powinno być takiego momentu w którym można tak pomyśleć.

Dla tych, którzy nie czytali jeszcze nawet pierwszej części, jak najbardziej polecam. Moim zdaniem jak najbardziej warto. Po przeciętnej pierwszej części, nastąpiła bardzo dobra druga a trzecia to już mam nadzieję że będzie fenomenem. Wiadomo, nie każdemu taka tematyka może się spodobać, ale przynajmniej spróbować zmierzyć się z serią każdy może, bo może nas wiele zaskoczyć. :)


Ocena: +8/10

Oryginalny tytuł: The Dead of the Night
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 269

środa, 21 sierpnia 2013

20. "Mechaniczny anioł" Cassandra Clare


Magia jest niebezpieczna, ale miłość jeszcze bardziej. Szesnastoletnia Tessa Gray pokonuje ocean, by odnaleźć brata, a celem jej podróży jest Anglia za czasów panowania królowej Wiktorii. W londyńskim Podziemnym Świecie, w którym po ulicach przemykają wampiry, czarownicy i inne nadnaturalne istoty, czeka na nią coś strasznego. Tylko Nocni Łowcy, wojownicy ratujący świat przed demonami, utrzymują w tym chaosie porządek. W trakcie swoich poszukiwań Tessa uświadamia sobie, że będzie musiała wybierać między ratowaniem brata a pomaganiem nowym przyjaciołom, którzy stoją na drodze sił ciemności... i że miłość potrafi być najniebezpieczniejszą magią.


Tessa Gray, z pozoru zwykła dziewczyna wiedzie niełatwe życie. Jeszcze jako mała dziewczynka straciła rodziców. Ją i jej starszego brata wychowywała siostra zmarłej matki - ciotka Harriet. Żyło im się dobrze. Mimo iż Nathaniel to starszy brat dziewczyny, wszyscy traktują go jak dziecko. Już takie przyzwyczajenie, że gdy tylko widzi się tę twarzyczkę na pozór bezradnego i naiwnego chłopaczka, wszelkie złości opuszczają każdego. I takim sposobem nikt nie nauczył go prawdziwego życia, a on sądzi że najważniejsze w życiu są pieniądze, władza i proste życie. Taka opcja jest jednak trudna do wykonania. Dlatego też, gdy los daje Nate'owi szansę, ten nie zastanawia się zbyt długo. Gotów jest nawet sprzedać najbliższych.. Ale czy mu się to opłaci?
Nadszedł czas gdy ciotka Harriet, podobnie jak rodzice sprzed kilku lat - zmarła. Oczywiście w innych okolicznościach, lecz tak jak wcześniej, kolejna najważniejsza osoba w życiu Tessy ją opuściła. Na świecie został jej tylko brat. Nathaniel. Chłopak jakiś czas wcześniej wyjechał do Anglii, by tam znaleźć pracę i spłacić swoje hazardowe długi oraz zarobić na swoją małą rodzinkę. Teraz, gdy nie ma ciotki, Tessa po otrzymaniu listu i biletu od brata, wcale nie waha się czy do niego jechać. Przecież w swoim starym domu i tak już nie ma nikogo. Po uregulowaniu wszystkich spraw, wyjeżdża nie oglądając się za siebie. Opuściła swój dom w Nowym Jorku, by po zejściu ze statku na ląd znaleźć się w Londynie. Lecz co tak na prawdę spotkało Tessę po zejściu na ląd? Czy Nathaniel wybiegnie z tłumu by uściskać siostrę? Chyba, że sprawy przybiorą zupełnie inny obrót. Taki, o jakim Tessa nawet nie śniła. W koszmarach.

Od pierwszej strony zastanawiałam się o co chodzi z tytułem. "Mechaniczny anioł"? Do czego to może nawiązywać? I do tego okładka na której są przedstawione jakieś.. mechanizmy. Nie wiem sama jak mogłabym to inaczej nazwać. Tak więc od początku zastanawiałam się o co z tym wszystkim chodzi. A gdy już wpadłam na właściwy trop wyjaśniający wszystko, byłam zachwycona. Ogromnie ucieszyło mnie że to nie będzie taka zwykła powiastka, jakich nigdy nie brakuje po księgarniach i bibliotekach. W sumie to już od pierwszej strony czułam, że ta książka nie będzie taka jak większość. Ale jakie są moje faktyczne wrażenia?

Za pomocą tej książki po raz pierwszy spotkałam się z twórczością pani Clare. I jestem tego absolutnie pewna, że nie będzie to mój ostatni raz. Z tego co wiem, stworzona przez nią seria Dary Anioła jest bardzo dobra i wysoko oceniana, tak więc chciałam sobie wypożyczyć pierwszy tom. Jednak gdy zobaczyłam Mechanicznego anioła z napisem "Prequel trylogii Dary Anioła" to proste że sięgnęłam po pierwszą część trylogii Diabelskich maszyn. I muszę przyznać, że już od pierwszych stron wciągnęło mnie do świata Tessy Gray.

Autorka stworzyła naprawdę interesujący świat. Od razu wczułam się w klimaty dawnej Anglii. Nie mogę napisać, czy pani Clare opisując dawną Anglię, spisała się na medal, ponieważ sama nie mam doświadczenia z tego typu powieściami, wiem jednak że czułam aż do ostatniej strony że nie dzieje się to w czasach w których nam czytającym przyszło żyć. Konie, powozy, długie i ciężkie suknie, służba zwracająca się do człowieka "panienka", "panicz". To wszystko przenosiło mnie do dawnych czasów.
Świat który stworzyła autorka jest interesujący, ale ja mogę się do czegoś przyczepić. Mianowicie jeśli chodzi o mnie, to gubiłam się z początku w bohaterach. Wszystko działo się tak szybko z początku, że nie miałam czasu zastanawiać się która to Miranda, pani Dark, pani Black a która to Sophie, Thomas, Agatha czy też Charlotte lub Jessamine. Jak w ogóle wygląda poszczególna z nich. Tych postaci z początku było jak na mój gust trochę dużo. Po jakimś czasie jednak zdołałam wszystko ogarnąć i czytać w spokoju dalej.

Mimo, że bohaterów było wielu, pani Clare postarała się ich barwnie przedstawić. Nie wiem czy mogłabym wybrać swoją ulubioną postać. Nie wiem czy miałby to być Will, Jem, Tessa, Charlotte a może Thomas czy Henry? To by było na prawdę trudne. Oczywiście postacie takie jak Sophie, Agatha czy Thomas nie były przedstawione tak dokładnie jak Tessa czy Will, w końcu są one bardziej "z tyłu", jednak zdobyły moją sympatię. Polubiłam ich. . Dlatego też nie wybiorę ulubieńca. Mogę jednak stwierdzić, że postacie z tej książki mi się spodobały. Wystarczy wziąć pod uwagę takiego Willa i Jema. Gdyby się im przyglądnąć, można bez problemu stwierdzić że są zupełnie różni, są przeciwieństwami. A jednak się przyjaźnią, traktują się jak bracia. Ale to wszystko chyba dzięki spokojnemu charakterowi tego drugiego.

"- Może jest zakochany w Agacie - podsunęła
- Mam nadzieję, że nie, bo ja zamierzam poślubić Agathę. Ma chyba z tysiąc lat, ale robi niezrównaną tartę. Uroda blaknie, gotowanie jest wieczne. "

No właśnie. Will. Nie wiedzieć czemu, bardzo go polubiłam. Dlaczego nie wiedzieć czemu? Sama się sobie dziwię, że polubiłam tę postać, w końcu jest on taki... nieprzewidywalny. No i niemiły, wybuchowy, czasem chamski. Ale to chyba dzięki tej jego nieprzewidywalności go polubiłam. To go czyni taką ciekawą postacią. W końcu nigdy nie można się było niczego po nim spodziewać. Bo czego byśmy się nie spodziewali, on i tak zrobi swoje. I mimo, że Jem jest tak miły, kruchy, kochany to chyba po przeczytaniu tej książki bardziej przypadł mi do gustu Will. Dzięki tej swojej nieprzewidywalności. Ale Jema i tak uwielbiam. I nie mogę porównywać go z tym drugim, w końcu to dwa zupełnie inne i bardzo różniące się charaktery.

Tak więc styl pisania pani Cassandry jest ciekawy. Fabuła wciąga, choć ja przyznam że nie "pożarłam" tej książki tak szybko jakby się to mogło wydawać. Chyba brakowało mi trochę tej akcji która pod koniec rozwinęła się z zawrotną prędkością. Nie mówię jednak że z początku wieje nudą. Bo tak nie jest. Ogólnie można powiedzieć, że ciągle się coś dzieje. Polecam więc tę książkę każdemu zainteresowanemu. To nie jest, jak już gdzieś wyżej wspomniałam, książka jakich wiele. Spod pióra pani Clare wyszło coś, co moim zdaniem może zasługiwać na miano oryginalności. Polecam więc, ale to już zależy od Was czy chcecie poznać świat Tessy. Czy jesteście gotowi zmierzyć się z mechaniczną armią Mistrza? I czy jesteście gotowi zmierzyć się ze zdradą, która dokonała się w Mechanicznym Aniele. Zdrady której nikt się nie spodziewał, a która była jak nóż prosto w serce.. Sięgnijcie, przeczytajcie, powiedzcie co sami sądzicie. :)


Ocena: +9/10

Oryginalny tytuł: The Clockwork Angel. The Infernal Devices - Book One
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 467

piątek, 16 sierpnia 2013

19. "Zwiadowcy. Ziemia skuta lodem" John Flanagan

Na pokładzie wilczego okrętu Will i Evanlyn, pojmani podczas bitwy, płyną do Skandii jako jeńcy groźnego wojownika, jarla Eraka. Halt, mistrz i nauczyciel młodego zwiadowcy, złożył przysięgę, iż oswobodzi ulubionego ucznia. Uczyni więc wszystko, by tej przysięgi dotrzymać - gotów jest posunąć się nawet do wypowiedzenia posłuszeństwa swemu władcy. Skazany na banicję, zmierza na Północ, pokonując rozległe ziemie Galii. W tej wędrówce Halt ma nie byle jakiego sprzymierzeńca - towarzyszy mu Horace. Podróż opóźniają jednak nieustannie rycerze-rabusie. Horace nieźle sobie z nimi radzi, lecz jego biegłość w sztuce walki niektórych ludzi napawa lękiem, innych natomiast nadmiernie zadziwia. W rezultacie podróż nieoczekiwanie się przedłuża... Czy mistrz zwiadowców i młody rycerz zdążą na czas z odsieczą i uratują jeńców?



W ostatniej części Zwiadowców tj Płonący most spotkaliśmy się z zaskakującym zakończeniem. Zostają porwani Will i Evanlyn jako jeńcy jarla Eraka. Widząc odpływający statek z uczniem na pokładzie,Halt poprzysięga ratunek. Liczy się dla niego tylko uratowanie podopiecznego, nie zważa na żadne przeszkody. Potrafi nawet wypowiedzieć posłuszeństwo swojemu władcy. On, najlepszy z Korpusu Zwiadowców, obraża króla ryzykując tym samym swoje życie. Jednak król Duncan nie mógłby wydać na śmierć swojego zaufanego doradcy i pomocnika. Skazuje go więc nie na śmierć, a na roczną banicję. Tak, tylko roczną. Wszyscy dostrzegają to naruszenie przepisów przez swojego władcę. Od wieków kara polegała na dożywotniej banicji lub śmierci. Jak bardzo więc Duncan musi cenić sobie Halta, że naciągnął dla niego reguły? Jak ważny jest dla Halta jego uczeń Will, że popełnił on tak poważne wykroczenie?

Księgę 3 zaczęłam czytać z myślą, że przebrnę przez trzysta stron i w końcu dowiem się jak uratowano Willa i Evanlyn. Sądziłam, że w tej niepozornej książce znajdę odpowiedzi na wszystkie moje pytania, a w szczególności właśnie na to. Popełniłam jednak jeden, podstawowy błąd który jest u mnie mocno zakorzeniony - przeczytałam ostatni akapit. I właśnie ten akapit na ostatniej stronie trochę mi pogasił zapał. Nie wiedziałam co sądzić o książce i jakoś nie paliłam się żeby ją szybko przeczytać. W sumie po przeczytaniu dwóch wcześniejszych części mogę śmiało stwierdzić, że seria jest świetna. Ale przed przeczytaniem tej spotkałam jakiś opór. Czy słuszny?

Autor serii, John Flanagan jak zwykle stworzył świat, w który zagłębiłam się bez żadnych oporów. Wszystkie przeszkody na drogach bohaterów ukazane przez tego pana były dla mnie jedną wielką niewiadomą. Żeby dowiedzieć się co będzie dalej musiałam szybko pochłaniać stronę za stroną, bo sama nie zdołałam wymyślić rozwiązania. A ile ja tych rozwiązań powymyślałam! Mogłabym śmiało stworzyć odrębną książkę na podstawie tej serii i zamieścić wszystkie moje domysły. Byłoby ciekawe tomisko. Oczywiście z żadnym domysłem nie trafiłam. Autor funduje nam doskonałą przygodę pełną niespodzianek i wielu wrażeń.

Sama nie sądziłam, że po przeczytaniu tej książki to powiem, ale bardzo polubiłam jarla Eraka. Tak, tak tego jarla Eraka który porwał naszych głównych bohaterów. Dzięki narraracji która pozwoliła nam poznać mniej więcej tego bohatera, już z początku zaczęłam darzyć go sympatią. A to wszystko dzięki jego dobremu sercu. No może nie przesadnie dobremu, ale i tak nie traktował jeńców jak śmieci. Współczuł im i doskonale rozumiał ich zachowanie: opór, rozpacz, chęć ucieczki. Nie karał ich, bo to chyba normalne że chcieliby uciec jak najdalej? Ale to nie te wydarzenia na wyspie o której mowa na początku, tylko te już za połową książki zadecydowały o tym dlaczego go tak polubiłam. Ale przecież Wam nie zdradzę jednego z najlepszych wątków w książce, co byłby ze mnie za człowiek.

"Nie miał pojęcia, dlaczego łzy popłynęły po jej policzkach.
 Przecież nic takiego się nie stało."

Kimś na kogo również należy zwrócić uwagę jest Evanlyn. W rzeczywistości córka króla Duncana Cassandra, wychowana przecież została w luksusach. Przecież księżniczka nie została nauczona jak przetrwać w niewoli czy jak usługiwać. Nikt nie przewidział, że dziewczyna będzie musiała tyle przejść. Jak więc poradzi sobie mając jeszcze na głowie Willa, sama bez niczyjej pomocy? Co jak co, ale tej dziewczynie odwagi i samodzielności nie brakuje. Choć nie zawsze się jej powodziło. Ale przecież nikt nie jest doskonały i cieszę się, że autor starannie ją wykreował. Stworzył dziewczynę mającą wady, ale w większości zalety które ja chciałabym posiadać.

A jak to się w ogóle stało, że sięgnęłam po Zwiadowców? Sami spójrzcie na tę cudowną szatę graficzną. Mogłabym ciągle przyglądać się okładkom każdego tomu. Są naprawdę piękne i tu należy się wielki plus dla wydawnictwa i grafików. :)

Podsumowując Ziemia Skuta Lodem to książka godna polecenia. Seria prowadzona jest lekkim, zrozumiałym językiem. Jeśli chodzi o pierwsze trzy tomy, w każdym coś się dzieje i nie ma miejsca na nudę. Świat stworzony przez autora jest ciekawie przedstawiony. Spotykamy się z wieloma opisami, ale nie są to opisy nudne, przez które powieść się nam dłuży. Są to opisy dzięki którym bez problemu możemy wyobrazić sobie świat przedstawiony. Polecam więc tą książkę każdemu zainteresowanemu a kto szuka czegoś pełnego akcji niech się zabiera za serię. :)


Ocena: 9/10

Oryginalny tytuł: Ranger's Apprentice. The Icebound Land.
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 331

czwartek, 15 sierpnia 2013

Liebster Blog Award



"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował."


Już na wielu blogach spotkałam się z tą zabawą i nie jest mi ona obca. Nigdy jednak nie brałam w niej udziału i teraz jak widać przyszedł również czas na mnie, za co serdecznie dziękuję Camillie , która mnie do tej zabawy nominowała. :)

Przejdźmy więc do pytań.


Ile możesz wytrzymać bez czytania?
Może i wstyd się przyznać, ale długo. Nieraz mam takie nastroje, czy taki okres w życiu że nie czytam za wiele. Nawet na tym blogu widać, że w kwietniu czy czerwcu nie ma żadnej notki. A dlaczego nie ma tej notki? Może to słabe wytłumaczenie, ale ja nie umiem się skupić na lekturze gdy moją głowę zaprząta coś innego. Coś przez co się strasznie denerwuję. W kwietniu były to egzaminy do których się przygotowywałam i teraz w gruncie rzeczy jestem z nich zadowolona, natomiast w czerwcu zajmowałam się zakończeniem szkoły, tj poprawy ocen, przygotowanie akademii na zakończenie i co najważniejsze - podjęcie ostatecznej decyzji cd wyboru odpowiedniego liceum. A z wyborem nie miałam łatwo i teraz czuję tylko ogromną ulgę na myśl o podjętej decyzji. Bo ile to dni i nocy spędziłam nad zastanawianiem się przyprawiającym człowieka o ból głowy? Nie zliczę. Nie mniej jednak bardzo lubię czytać, mimo mojego dość wolnego tempa. I mimo, że nie czytam tak szybko jakbym chciała, to mam wielką nadzieję że mimo ogromu nauki w nowej szkole od wrześnie, znajdę czas choćby wieczorem na miłe spotkanie z lekturą. :)

Twoja ulubiona seria książek?
Tu się trzeba trochę dłużej zastanowić. Bo jeśli doliczyć książki sprzed lat, to będzie to trochę trudny wybór. Ale chyba nikt nie będzie na mnie zły, jeśli wybiorę kilka? Mam nadzieję. Tak więc na pewno będzie to cała Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz. Te książki towarzyszyły mi w szkole podstawowej i naprawdę miło je wspominam. Dokładnie pamiętam te przerwy w mojej starej szkole, gdy po zjedzeniu drugiego śniadania, biegłam do biblioteki wypożyczyć kolejną część serii. Będąc dalej w dawnych latach, nie mogę zapomnieć o Anii z Zielonego Wzgórza. Przyznaję, że kazałam sobie kupić kolejne części serii i nikt nie mógł mi się sprzeciwić. Niestety jak dobrze pamiętam, nie przeczytałam wszystkich, a w moich planach jest ponowne zapoznanie się z tą serią. Następnie od razu nasuwa mi się saga Zmierzch. Tutaj dzielimy się na tych którzy ją kochają lub nienawidzą. Ja kazałam mamie w księgarni kupić ją w całości, przez co trochę wydała pieniędzy. Ale jestem zadowolona. Film wydaje mi się słaby w porównaniu do książki. Na pewno przeczytam sagę po raz kolejny. Obok Zmierzchu muszę również postawić serię Akademia wampirów, którą pokochałam całym sercem, a którą chyba w końcu sama zakupię (w bibliotece brakuje trzech ostatnich tomów i albo będę czytać ebooka, albo sama kupię serię.) No i uwielbiam też serię GONE, jestem dopiero po dwóch tomach ale podbiła ona moje serce wraz z "Fazą Pierwszą" i dalej trzyma je podbite. Myślę że się na niej i panu Grancie nie zawiodę. 

Więcej kupujesz książek czy wypożyczasz?
Szczerze, nie lubię kupować książek. Nie lubię wracać do książek, przez mały zasób czasu i dlatego moja biblioteczka jest tak uboga. Uwielbiam natomiast wypożyczać. To świetne, że mogę przeczytać papierowe a nie komputerowe wydanie książki zupełnie za darmo. Do tego dochodzi również ta myśl, jaką ta książka musi mieć przeszłość. W końcu już tyle osób przede mną ją czytało, trafiła do tylu domów. Tak więc książki z biblioteki mają pierwszeństwo, jakoś nie za bardzo lubię czytać swoich zakupionych. No i w wyniku tego, siedzą one na półce. Trochę mnie to irytuje, bo w mojej prywatnej biblioteczce figuruje seria "Delirium" oraz "Intruz" ale ja jakoś nigdy nie mam czasu na zapoznanie się z nimi. Zawsze pojawią się jakieś nowe zdobycze z publicznych bibliotek. :))

Twoje ulubione czasopismo?
Nie lubię czasopism. Ostatnim za którym "szalałam" było BRAVO, jakieś dwa czy trzy lata temu. W podstawówce natomiast uwielbiałam Witch i dalej wspominam tą gazetkę dobrze. Czasem żałuję że wszystkich się pozbyłam, dając je swojej młodszej kuzynce. Fajnie byłoby przypomnieć sobie jak to było czytać o przygodach tych czarodziejek...

Co sądzisz o ebookach i czytnikach?
Ostatnio czytałam ebook, zanim mama kupiła sagę Stephenie Meyer. Pamiętam jak rodzice nie chcieli, bym czytała takie "głupoty" o wampirach. Dalej im się to nie podoba, ale cóż muszą to przeżyć. Tak więc czytałam Zmierzch na komputerze i nikt nie wiedział że to robię. Mogłam przesiedzieć godzinami czytając i psuć sobie wzrok od ekranu. A że było to jeszcze za czasów komputera stacjonarnego, kiedy nie mieliśmy jeszcze swoich "osobistych" komputerów, musiałam przestawać gdy tylko moi starsi braci kazali mi zejść z komputera, bo teraz była ich "kolej". Potem rodzice się zgodzili się kupić mi sagę i przygoda z ebookiem się zakończyła. Oczywiście sądzę, że taka forma książki jest bardzo przydatna, sama mam zamiar czytać na komputerze ostatnie tomy Akademii wampirów, których nie mogę nigdzie znaleźć, lecz zdecydowanie wolę tradycyjne książki. 

Jakieś hobby poza czytaniem i pisaniem bloga?
Czy ja wiem..? Bardzo lubię robić zdjęcia. "Walczę" teraz o lustrzankę, którą tata mi obiecał jeśli tylko wywiążę się z naszej umowy. Ale czy mogłabym to nazwać swoim hobby? Chyba jednak nie. Po prostu to lubię, ale na tym się chyba kończy gdy się nie ma dobrego aparatu oprócz tego w telefonie. :) Jeszcze jakiś czas temu mogłabym pochwalić się długą listą zainteresowań. Teraz jednak mam taką pustkę. Wszystko się zmieniło i nic nie jest takie jak kiedyś. Dobrze jest mieć jednak książki, które będą niezależnie od wszystkiego. I to jest chyba moje jedyne "hobby".

Jakie miejsca odwiedziłeś/aś w te wakacje i które najbardziej ci się podobało?
Jak co wakacje siedzę w domu. To jest nawet przygnębiające, widząc jak wszyscy gdzieś wyjeżdżają. Grecja, Włochy, Anglia, Chorwacja. A ja w domu. Chyba się z tym w końcu pogodzę... W te wakacje byłam tylko w Gródku nad Dunajcem oraz w "Polskiej Chorwacji" w Jurkowie. Może godzina/dwie drogi od mojego domu. Pamiętam że trzy lata temu byłam z wujkiem nad morzem a potem na Mazurach. A tak to co roku w domu. A wszystko przez nastawienie do wakacji mojego taty. On ma firmę i tej firmy nie zostawi. I tyle jeśli chodzi o moich rodziców którzy do Częstochowy mogli by pielgrzymować ale na wakacje z córką nigdzie nie wyjadą. 

Książka, w której pokładałaś duże nadzieje, a cię zawiodła?
Szczerze, to nie mam zielonego pojęcia. Chyba jeszcze nie było książki w której pokładałabym nadzieję, a która mnie zawiodła. Zazwyczaj jest tak, że po prostu czuję że nie będzie to nic wielkiego i gdy na końcu stwierdzam że było średnio, to nie jest to żadnym zaskoczeniem. Może trochę zawiódł mnie pierwszy tom serii JUTRO, ponieważ wszyscy go wychwalali, a tu się okazuje że to wcale nic takiego wielkiego. Dobra lektura ale nie rewelacja jak dla mnie. Oczywiście kiedyś, dawno temu myślałam że seria Dom Nocy to coś świetnego, a tu klapa. Ale jakoś teraz nie czuję zawodu na myśl o niej, już się przyzwyczaiłam że to niezbyt ambitna seria. :)

Ulubiony, niezawodny i najukochańszy autor?
Od razu przyszła mi na myśl Musierowicz i Montgomery oraz pan Sparks i Zafón. Już nie będę się zastanawiała nad innymi. Po prostu Jeżycjada pani Małgorzaty Musierowicz oraz Ania z Zielonego Wzgórza pani Lucy Maud Montgomery podbiły moje serce już dawno temu. Pan Sparks po przeczytaniu kiedyś Ostatniej piosenki (mojej pierwszej przeczytanej książki tego autora) już chyba zawsze będzie zajmował tytuł świetnego autora, natomiast pan Zafón, to pan Zafón. Tworzy świat, który wciąga człowieka w całości i nie wypuszcza aż do ostatniej strony. Jestem bardzo zadowolona z tego autora po przeczytaniu Świateł września i Pałacu Północy.

Ile czasu dziennie poświęcasz na czytanie?
To zależy od dnia i książki. Czasem nie mam czasu na czytanie, bo na przykład sprzątam. Wtedy momentami podkradam się do pokoju i czytam po jednym rozdziale gdy mama nie widzi. Gdy mam cały wolny dzień, czytam ile się da. Jeśli lektura jest naprawdę wciągająca, potrafię przesiedzieć od rana do wieczora, robiąc sobie tylko niewielkie przerwy. Jeśli jest jednak nudna, większość wolnego czasu mogę przesiedzieć na internecie i wielu stronach, a na książkę spojrzeć dopiero pod wieczór, przed spaniem.

Co obecnie czytasz?
Obecnie czytam, a raczej zacznę czytać Mechanicznego anioła. Nowy nabytek ale ma pierwszeństwo przed innymi ponieważ jest to książka z innej biblioteki niż zazwyczaj. Niedawno założyłam kartę i jest to pierwsza wypożyczona stamtąd lektura. Należałoby więc przeczytać ją w szybkim czasie i w szybki czasie również oddać by zabrać inną. Wczoraj natomiast skończyłam czytać trzeci tom serii Zwiadowcy pod tytułem Ziemia skuta lodem. Dziś najprawdopodobniej pojawi się recenzja. :)

Uffff dotrwałam do końca tych pytań. Przyznam szczerze, że bolą mnie ręce. A teraz czeka na mnie najtrudniejsze zadanie. Nie mam pojęcia kogo nominować, ale zobaczymy czy się ktoś znajdzie. Wybaczcie jeśli nie będzie 11 blogów tylko mniej. :)

Tak więc nominuję:
www.ksiazkowyswiatpatrycji.blogspot.com
www.ksiazka-wprowadza-w-swiat-wyobrazni.blogspot.com
www.forenovel.blogspot.com
www.kolorowaksiazka.blogspot.com
www.littledecoy7.blogspot.com
www.wszyscy-czytamy.blogspot.com
www.siostry-w-bibliotece.blogspot.com
www.invisibl3e.blogspot.com

Tak jak się obawiałam, nie uzbierałam 11 blogów. Miałam okazję dzisiaj zauważyć, że większość blogów które obserwuję, albo niedawno brała udział w zabawie, albo ma liczbę obserwatorów wynoszącą około 200. Ja wybierałam tych którzy mają mniej więcej 100. Niektóre z blogów, chyba znalazło się z pięć takich, po prostu już nie jest aktualna. Ostatnie notki pojawiły się 5 - 6 miesięcy temu. Szkoda. :\
W związku z tym, że brakuje mi trzech blogów, zapraszam do zabawy wszystkich, którzy jeszcze nie brali udziału a są tą zabawą zainteresowani. :)


A tu są moje pytania.

1. Jaka jest Twoja ulubiona lektura bądź seria?
2. Od kiedy tak bardzo lubisz czytać książki? Ile miałaś/łeś lat kiedy wzięłaś/łeś książkę która zadecydowała o tym, czy lubisz czytać?
3. Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia przeznaczana na czytanie?
4. Maksymalnie do której godziny w nocy potrafisz czytać książkę? 
5. W jaki sposób spędziłaś/łeś wakacje?
6. Jaka książka na zawsze pozostanie w Twoim sercu i pamięci? 
7. Gdybyś spotkał/a kogoś kto nie lubi czytać, ale musi zapoznać się z dowolną książką, jaką byś mu polecił, mając na celu również to, by polubił dzięki temu czytanie?
8. Gdy myślisz o swoim dzieciństwie, co jako pierwsze nasuwa Ci się na myśl?
9. Dlaczego postanowiłaś/łeś założyć bloga z recenzjami?
10. W trakcie czytania jakiej książki jesteś teraz? Możesz ją polecić innym, czy raczej nie?
11. Poza czytaniem książek co najbardziej lubisz robić w swoim wolnym czasie?


KONIEC. Dość się umęczyłam nad tą notką. Zaraz dam znać nominowanym, którzy pewnie już nie jeden raz brali udział w tej zabawie i oczywiście jeszcze raz dziękuję Camillie za nominację do tej zabawy, która dała mi wiele do myślenia. :)

środa, 7 sierpnia 2013

18. "Osaczona" P.C. Cast + Kristin Cast

Przyjaciele Zoey znów są przy niej, a Stevie Rae i czerwoni adepci przestali być tajemnicą Neferet. Zagrożenie pojawia się ze strony potężnego Kalony. Klucz do powstrzymania jego rozprzestrzeniającej się władzy leży w przeszłości - co jednak, jeśli odkrywając ją Zoey dotrze do tajemnic, których wolałaby nie znać? Zoey czuje, że nie może w pełni ufać czerwonym adeptom. Musi także dokonać wyboru między byłym chłopakiem, Erikiem, a Starkiem - łucznikiem, który zmarł w jej ramionach pamiętnej nocy, by odrodzić się jako sługa Neferet. Dziewczyna postanawia za wszelką cenę go uwolnić. Ukryte w nim zło jest przerażające.


W Domu Nocy jak zwykle, nie może być chwili spokoju. Po raz kolejny nad wampirzą szkołą zbierają się ciemne chmury. Wypadek babci, problem z chłopakami a do tego jeszcze Kalona. Nieśmiertelny, upadły anioł ucieka spod ziemi. Zostaje uwolniony dzięki krwi osoby, jednej z obecnych przy tym wydarzeniu. I przewraca życie Zoey do góry nogami. Dodajmy do tego jeszcze Neferet - najwyższą kapłankę, która odwróciła się od Nyks oraz Kruki Prześmiewcy - dzieci Kalony pół kruki pół ludzie i otrzymamy niezły bałagan nie do ogarnięcia. Czy nasza adeptka, nazywana przez wszystkich kapłanką, poradzi sobie z takim wyzwaniem? Czy odnajdzie potrzebne jej wsparcie w bogini?

Każdy mówi, że z kolejnym tomem serii Dom Nocy jest coraz gorzej. Z mieszanymi uczuciami zabrałam się więc za lekturę. Byłam już nastawiona na porażkę, a może raczej na lekki zawód (jeśli w ogóle można o czymś takim mówić w stosunku do tej serii). Czy faktycznie było tak źle? Sama nie wiem, z pewnością wyobrażałam sobie wszystko gorzej niż wypadło w rzeczywistości, ale też nie było kolorowo. Naprawdę zdążyłam kilka razy chwycić się za głowę lub po prostu w zaciszu pokoju zademonstrować "face palm".

Główna bohaterka, to ktoś kogo chyba nigdy nie polubię. Nie jestem tego pewna, ale kiedyś chyba darzyłam ją czymś na kształt sympatii. No właśnie, kiedyś. Nie wiem co autorki chciały osiągnąć, zrobieniem z Zo takiej pustej dziewczyny, ale z pewnością ja sama nie chciałabym mieć z takim człowiekiem do czynienia. A dążąc do przykładu popierającego sens moich słów... Byłam wściekła. Tak, wściekła gdy główna bohaterka postanowiła wrócić do Erika. A zaraz potem pragnęła Heatha. Oh no i przecież tak bardzo kochała Starka. Wrrrrrrrrr. Czy do jasnej ciasnej to jest do końca normalne? Ahhh, no ale przecież nasza malutka, wiecznie biedna Zoey nie wie co zrobić. Przecież ona nie chce nikogo skrzywdzić. Po prostu gdy jest z jednym, reszta się nie liczy. Bo każdy z nich jest tak pociągający.. A Zo która nie potrafi wybrać przecież nie zachowuje się jak ktoś rozpuszczony. Nikogo nie wykorzystuje. Jest zwykłą,bezradną dziewczyną... która wszystkich rani. To naprawdę robi się nudne. I denerwujące. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach z którymi zamierzam się zmierzyć, nie będzie takich momentów.

Wątek miłosny w Osaczonej jest. Ja od zawsze lubiłam czytać takie momenty. Po prostu jestem duszą romantyczki. I wysuwa się myśl - Kaśka jest zadowolona! A tu co? Kaśka jest po raz kolejny zirytowana. Moim zdaniem autorki za szybko wprowadzały pewne treści. Mają chyba z dwanaście tomów serii, gdzie się tak śpieszyć! Ale one oczywiście musiały Erika od razu połączyć z Zo. Jedna mała chwileczka na osobności a oni co? Całują się i znowu są razem! No i sobie są tą parą ale tu znowu się coś dzieje.. Pojawia się Stark. I jest zły, i wszystkich wykorzystuje do swoich celów, i nic a nic go nie obchodzi. Ale co się dzieje? Jedna mała chwilka a tu znów powraca stary dobry Stark i całuje Zo. Przechodzi dzięki niej na dobrą stronę, porzuca zło Nie no tego to za wiele jak na moje nerwy...

Przechodząc dalej... Zawsze twierdziłam że język autorek jest lekki i zrozumiały. I dobrze twierdziłam. Ale jednocześnie zawsze coś mnie denerwowało. To jak panie Cast opisują wydarzenia które powinny być straszne i trzymać w napięciu, są jak jakaś parodia. No dosłownie. Choćby przychodzi mi na myśl scena wygnania Kalony. Lub pozwolę sobie przytoczyć jego wypowiedź. "Zabieram ją i to już!" skojarzyło mi się z małym dzieckiem a nie z upadłym, potwornym aniołem który sieje grozę. :))

Pomijając również naiwność bohaterów którzy myśleli, że tak po prostu uciekną sobie z Domu Nocy zawładniętego czarnymi siłami, książka nie była aż taka zła. W sumie, to gdyby lekko przymknąć oko na to co wyżej wymieniłam, można stwierdzić że książka była znośna. Momentami nawet wciągająca. Trzeba pogratulować autorkom pomysłu i tego, że nie ma miejsca na nudę. Już od pierwszych stron zostajemy wciągnięci w świat Zoey. Nie będę się tu tak dużo rozpisywała, ale powiem tylko że nie żałuję czasu. Mam zamiar dokończyć serię, wytrwać do końca. I tych którzy już zapoznali się z Domem Nocy zachęcam do kontynuacji. Oczywiście wybór należy do Was.

Ocena: -6/10

piątek, 2 sierpnia 2013

17. "GONE Zniknęli. Faza druga: Głód" Michael Grant

Trzy miesiące po Apokalipsie. Życie w ETAP-ie staje się coraz trudniejsze. Zapasy jedzenia właśnie się kończą... Nadchodzi pora GŁODU.
Ciemność również odczuwa przeraźliwy głód. Chce się nasycić. Zawładnąć ETAP-em. Opanowuje kolejne umysły, przejmuje kontrolę.
W Perdido Beach rozpoczyna się walka o władzę. Zdesperowane dzieciaki stają naprzeciw siebie. Pojawia się strach.
Czy ktokolwiek zdoła jeszcze opanować wymykającą się spod kontroli sytuację?


Trzy miesiące - tyle już trwa ETAP. Dzieciaki już wiedzą, że niektórzy mogą mieć szczególną moc. Wiedzą o mutacji zwierząt. Wiedzą co się stanie w dniu ich piętnastych urodzin. Wiedzą że bariera jest nie do przebycia. W fazie drugiej wiedzą również co to znaczy prawdziwy GŁÓD. Nie głód jaki odczuwamy na co dzień gdy na czas nie zrobimy sobie posiłku. To głód który szarpie żołądek. Jakby jakieś zwierze znajdowało się w środku. Jakiś drapieżnik próbujący rozerwać wnętrzności. Co można zjeść gdy człowiek nie jadł nic od kilkunastu - kilkudziesięciu godzin? Każdemu z nas wydałoby się niewiarygodne jeść prawie surowe mięso sarny czy gołębia. Albo jakiś stary sos znaleziony na dnie lodówki. Może nawet przeterminowany. Nam wydawałoby się to nie do zjedzenia, ale tak się pożywiały dzieciaki w ETAP-ie. Za wszelką cenę chciały zaspokoić to zwierze, tego drapieżnika wewnątrz siebie. Jak wielka może okazać się radość znalezienia starej miętówki w jakimś opuszczonym samochodzie? Ogromna.

Caine wrócił od ciemności. Ale czy wrócił na pewno? Od kilkunastu tygodni zachowuje się, jakby nie był sobą. Zabił dziecko, nieświadomie. Ciągle powtarza Głodny w Ciemności. Nie kontaktuje ze światem zewnętrznym. Więc czy na pewno wrócił? Nie. Ciemność siedzi mu w głowie. Nie pozbędzie się jej. Gdy tylko pomyśli, że to może już koniec, że jej nie ma, ona zaraz pociąga za swoje sznureczki, Caine nie może tego kontrolować. To tak jakby Ciemność wbiła haczyki w umysł Caine'a. Setki haczyków.
Tak zachowuje się każde dziecko po spotkaniu z gaiaphage. Chyba tylko Drake jest naprawdę szczęśliwy po zobaczeniu tego zła. W końcu zamiast kikuta ręki ma teraz mackę. Bicz. Bicz którym zmasakruje każdego. Nawet samego Sama Temple.

Już drugi raz przekonałam się jak to jest czytać GONE. Po raz kolejny pochłonęłam książkę. Nie nudziłam się, nie odkładałam "na potem", tylko czytałam. Czekałam na wyjaśnienie kłębiących się w głowie pytań, a tu z każdą stroną dochodziły nowe. Nowe wątki, nowe niebezpieczeństwa, nowe wyjaśnienia. Nie zabrakło jednak momentów żebym była "zła" na bohaterów. Pod pierwszy ostrzał pójdzie Lena. Gdyby zrobiła wszystko co do niej należało od razu, bez zastanowienia, nie byłoby tyle kłopotu. Ale gdy tylko Lena dotarła do Ciemności, nie mogła TEGO zrobić. Nie mogła zrobić tego po co przyszła. Dlaczego? Bo za długo jej to szło i w końcu gaiaphage wywołało u niej potworny ból. I zawładnęło nią. Teraz gdy się zastanawiam nad tym, przychodzi mi myśl, że nie mam na co być zła. Gdyby nie to, że Lena została zaciągnięta do środka, nie byłoby tyle wątków. Nie byłoby tyle emocji. Ale jednak jak na mój gust, ona mogła się trochę pośpieszyć.
Pod drugi ostrzał idzie Sam. Sam, Sam, Sam.. Burmistrz Perdido Beach. Na jego głowie znalazło się wszystko. Dzieci zajmowały mu czas pytając czy mogą oglądać filmy dla dorosłych, do kogo należy pies - do starszego czy do młodszego z braci a nawet jaki film do oglądnięcia wybrać. Czy nie dostalibyście szału? Ja bym chyba tego nie zniosła. I faktem jest, ze nasz Sam się załamał. Przez pewien krótki okres załamał się, nic go nie obchodziło. Nie obchodziło go, że Caine zajął elektrownie. Że Lana ruszyła do Ciemności. Że powstał podział na normalnych i odmieńców. I to mnie wkurzyło. Słyszał to wszystko i nie reagował. A to były poważne sprawy. Wyłączył się słuchając błahostek i dobrze. Ale powinien się wziąć do roboty zanim nie będzie za późno. A gdy w końcu oprzytomniał było prawie za późno. Na szczęście PRAWIE.

To co miałam do zarzucenia bohaterom - znalazło by się tego więcej - nie będzie wpływało na ocenę. Chyba że miałoby ją podnieść. W końcu dzięki nim i tym ich zachowaniom, mamy więcej akcji, emocji i niebezpieczeństw. Czyż nie o to chodzi? O emocje i dobrze spędzony czas? Musiałam jednak to napisać, co napisałam. Bo ja miałam ochotę krzyczeć do Sama "Obudź się! Caine jest w elektrowni!".

GONE ma to do siebie, że ciągle się coś dzieje. Mnie jednak szczególnie zadowolił taki jeden wątek. W sumie sama nie wiem czemu. Jest to moment pod koniec. Moment zranienia Diany, gdy była nieprzytomna. I właśnie ten moment - reakcja Caine'a. Strasznie mi się podobał ten wątek. Fakt faktem lubię romanse. Cóż się dziwić że ten moment przykuł moją uwagę.
Faktem również jest to, że cała książka przykuwa uwagę. Poznajemy zmutowane zwierzęta, nowe moce dzieciaków, nowe zagrożenia i "przygody" Sama i reszty. Ta seria ma w sobie coś takiego, że mimo iż przeczytałam dopiero drugi tom, to już stwierdzam że jest moją ulubioną. Bo taka jest prawda. Mam nadzieję, że czytając kolejne tomy nie zawiodę się. To w sumie wydaje się wręcz niemożliwe. Pan Grant to świetny pisarz.

Podsumowując stwierdzam, że książka jest naprawdę godna polecenia. Dużo akcji, wydarzeń, emocji. To naprawdę coś, co trzeba przeżyć. Każdy kto jeszcze nie czytał GONE, niech się szybko zabiera za fazę pierwszą. Nie wiem, jakie jest wasze zdanie po przeczytaniu tej recenzji, moim zdaniem nieco słabej, ale wiedzcie że książka wciąga. A ja nie mam głowy do pisania. Nawet nie wiem już co ja tam popisałam. :)

Ocena: +9/10

PS. Dlaczego nie ocena 10/10? Jakoś nie mogłam dać takiej oceny, coś mnie powstrzymywało. Może to fakt, że końcówka jak na mój gust jest trochę słaba. Nie no słaba to może złe określenie. Chodzi mi o pokonanie Ciemności.. Za szybko się to moim zdaniem stało i w zbyt dziwny sposób. Nieoczekiwany - to dobrze, no i trochę zaskakujący. Ale jakby to wyjaśnić.. Ja oczekiwałam czegoś więcej chyba. :) Nie mniej książka jednak z moich ulubionych!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...