czwartek, 18 lipca 2013

15. "Przywrócona" Amanda Hocking

Wendy, następczyni tronu królestwa, musi poślubić księcia Vittra. To jedyny sposób, żeby ocalić Trylle przed ich śmiertelnym wrogiem i zapobiec krwawej wojnie z niepokonanym przeciwnikiem. Lecz myśl o tym, że przyjdzie jej opuścić miejsce, które stało się jej domem, jest nie do zniesienia...
Pożegnała się już ze swoją pierwszą miłością, czy teraz przyjdzie jej poświęcić drugą? Czy będzie musiała wyrzec się uczucia do Lokiego, tak jak wcześniej wyrzekła się miłości do Finna? Czy czeka ją najtrudniejszy wybór:z którym z nich zostanie na zawsze...
Jeśli tylko ich magiczny świat ma przed sobą jakieś "na zawsze". Przyszłość Trylli leży w rękach Wendy - pod warunkiem że odważy się o nią walczyć...



Tak jak i przy ostatniej części, to i teraz mam problem z interpretacją opisu. "Wendy, następczyni tronu królestwa, musi poślubić księcia Vittra" - he? Niestety czegoś tu nie rozumiem.. Może mam teraz zaspany umysł i nie za bardzo funkcjonuje, ale o ile pamiętam, Wendy była zmuszona poślubić Tova - Tryllickiego markiza. Gdzie tu rozmawiać o Vittrze? Owszem zakochała się w Lokim który BYŁ Vittrą, ale kochała go a nie była do niczego zmuszana. No nic, mniejsza z tym. Może błąd wydawnictwa? No chyba, że mój.

Tak więc "Przywrócona" to już ostatnia część trylogii. Wendy wydaje się tu.. dojrzalsza. No, może nie całkiem. Widać jednak wyraźnie, że stara się być dobrą przywódczynią. Oczywiście chyba ma o sobie duże mniemanie, podejmując sama decyzje bez wiedzy Tova. Nie zawsze, ale zdarzało się tak, że zapominała wtajemniczyć męża. Aż się dziwię, że tak lekko to potraktował i nie był zbyt bardzo zły. Można było jednak zaobserwować, że Wendy próbuje być jak matka. Ale czy można powiedzieć że jej nie szło? Jak na mój gust, gdyby przymknąć oko na niektóre "odskoki", była dobra w tym co robiła. A podejmowała ważne decyzje, zwoływała narady, dyskutowała, broniła. Ja więc nie mam jej nic w tym wypadku do zarzucenia.

Nasza główna bohaterka coraz mniej skupia się na swoim ukochanym Finnie.. a coraz bardziej na Lokim. Nawiasem mówiąc denerwuje mnie jego imię. Chłopaka jednak bardzo polubiłam. Drażnił się z Wendy, miał humorek, był zupełnie inny niż Finn. Lepszy. Dążył do tego, czego pragnął. Nie przejmował się opinią i zasadami. Z drugiej jednak strony nasz Finn był opiekuńczy i nie chciał by królewna miała problemy. Ale to Loki dostał królową. Czyżby tworzył się morał by walczyć do końca nawet gdy wydaje się nam niemożliwe osiągnięcie celu?

Książka przyjemna. W sumie jak i inne części nie była doskonała. Zdecydowanie jednak będę miała dobre wspomnienia. Co mnie wytrąciło z równowagi? Był wątek przez który zamknęłam książkę z hukiem i odłożyłam na półkę. Wybrałam spanie niż dokończenie zaledwie może pięćdziesięciu stron czy nawet mniej. A co to było? Może być to dziwne, że tak bardzo mi sie to nie spodobało, w końcu tu w tej trylogii nie jest normalnie, jak w normalnym świecie. Ale jak można! Jeden bohater umarł, bohaterka nie może sama go uleczyć a raczej wskrzesić, więc prosi o pomoc inną. I tak czerpie z tej drugiej moc by go ożywić. A zaraz po odzyskaniu przytomności, koleś ma tak dużo siły by zanieść dziewczynę na rękach. Zaraz po wstaniu z martwych. Wydaje mi się, że tu właśnie autorkę zbyt bardzo fantazja poniosła. Bo wydaje mi się to za bardzo wymyśle, sztuczne i sprowadzające na ziemię. Aż przypomniała mi się Wendy Wu z filmu Disney'a! Zbieg okoliczności? Obie mają na imię Wendy. Tak samo pani Hocking mogła rozbudować wątek przy walce z ojcem. A nie, że królowa machnęła, zrobiła to i to i po krzyku.

Pokochałam zakończenie. A szczególnie epilog. Może się wydać to wszystko zbyt szczęśliwe i w ogóle, ale ja jestem chyba po prostu miłośniczką hepi endów! Bardzo byłam szczęśliwa szczęściem Wendy i Lokiego. To jest coś co chyba każdy chciałby przeżyć. Mogą być razem. Nie muszą ukrywać swojej miłości. Mogłabym się wywodzić na ten i inne tematy.. ale czy przypadkiem nie zdradzę jakiegoś ważnego wątku? Ale tak szczerze to można powiedzieć, że cała ta książka jest wypełniona szczęściem. Zgoda między Wendy i Elorą, szczęśliwa dla Trylli bitwa, wolność dla Wendy i Lokiego... No cóż, mnie to jakoś nie przeszkadzało ale jeśli faktycznie ktoś jest raczej przeciwnikiem takich przesadzonych pozytywami książek, niech potem nie żałuje gdy już się za tą lekturę weźmie.

Książka jako zakończenie trylogii dobra. Oczywiście zmieniłabym kilka rzeczy, kilka wątków ale to przecież dzieło pani Amandy. W pisaniu książek chyba właśnie jest tak, że autor opisuje to co jemu się podoba a oby się spodobało i odbiorcom. Tak więc z pewnością nieraz wspomnę tę trylogię pozytywnie.

Ocena: 8/10

4 komentarze:

  1. Chętnie przeczytałabym tą serię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiłaś mnie tym, że była zmuszona do slubu, to może być ciekawa trylogia ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam trylogię na półce, zaczęłam pierwszy tom, ale nie mogę dalej ruszyć :( Jakoś około 30-40 strony stanęłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę mieć :D Niedawno czytałam pierwszą część i jestem pozytywnie zaskoczona :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...