poniedziałek, 4 marca 2013

8. "Wojna czarownic - Lodowa Pustynia" Maite Carranza

Opis:

Podczas urodzinowego przyjęcia Omar otrzymują jednoznaczny sygnał - Anaid musi natychmiast zniknąć. Nie ma czasu do stracenia, każda sekunda jest cenna... U boku matki, znienawidzonej przez czarownice Odish, dziewczyna wyrusza w podróż, której cel pozostaje zagadką dla niej samej. Karkołomna, dramatyczna ucieczka przed potomkami złej Od staje się jednocześnie podróżą w przeszłość. W życiu Selene kryją się tajemnice, które jej córka musi poznać, nim stanie twarzą w twarz z własnym przeznaczeniem.
Kim jest ojciec Anaid? Dlaczego przez tyle lat nie mogli się spotkać? Co przywiodło żywiołową, ognistą Selene do krainy wiecznego chłodu, na rozciągającej się na dalekiej Północy lodowe pustkowia? Odpowiedzi na te pytania mogą dać Anaid siłę do dalszej walki. Mogą pomóc jej zrozumieć, kim naprawdę jest. Ale mogą ją również zniszczyć...


Moja opinia:

Lodowa Pustynia to druga część trylogii o współczesnych czarownicach - Wojny czarownic. Nie mogę tu powiedzieć, że pierwsza część - Klan Wilczycy - przypadła mi do gustu. Ale w takim razie dlaczego wzięłam się za drugą część? 
Z pewnością nie jest to trylogia beznadziejna, w końcu bywały gorsze książki. Styl pisania pani Maite pozostawia sobie jednak wiele do życzenia. Nie wiem co jest nie tak. Pomysł ciekawy. W końcu w ilu książkach mamy styczność z czarownicami dwudziestego pierwszego wieku. Nie ma co się jednak sprzeciwiać co do tego, że książka nie jest napisana wprawną ręką. No chyba, że tylko ja tak sądzę? Wiele momentów zostało napisanych sztucznie. Moja wyobraźnia notowała obraz woskowych lalek rozmawiających ze sobą. Już przyzwyczaiłam się do stylu pisarzy typu Sparks, Zafón gdzie język jest lekki, zrozumiały i wszystko jest ciekawo napisane. Realny. A tutaj?

Jak już kiedyś wspomniałam - nie lubię zaczynać serii i jej nie kończyć. Bo kto wie, co się będzie działo w następnej części? Dlatego też sięgnęłam mimo fatalnej pierwszej części po drugą. I wiecie co? Lodowa Pustynia mimo tych niedociągnięć i niewygodnego stylu mnie naprawdę wciągnęła. Czytałam całą niedzielę, nie myślałam nawet chwili o wejściu na internet a przestawałam czytać gdy musiałam iść do kościoła. Losy rudowłosej Selene - bo to głównie o jej przeszłości była cała książka - wciągnęła mnie bez reszty. Nie żałuję tych niecałych dwóch dni spędzonych na czytaniu. Dawno się tak nie zatopiłam w książce, żeby zapomnieć o świecie i żyć książkową fikcją.

Najbardziej zaskoczyły mnie ostatnie rozdziały. Nie spodziewałam się tego po Gunnarze. Nie będę tu spoilerować i powiem tylko, że mój żal po tym, czego się o nim dowiedziałam był ogromny. Wszystko rozpadło się jak domek z kart. Ale co by było gdyby pani Carranza nie wprowadziła tych wydarzeń do książki? No właśnie. To chyba właśnie to między innymi ratuje Lodową Pustynię przez beznadziejną porażką.

Kilka momentów było niedorzecznych ale przypisywałam to temu, że bohaterki są czarownicami. Nie mogłam jednak znieść naiwności Anaid. No jak można być tak zaślepionym. Czytając aż chciało się krzyczeć żeby jej przemówić do rozsądku.

Koniec okazał się wyborny. Cudowne pojawienie się Gunnara? Jestem za. A teraz tworzy się pytanie. Czy Gunnar, syn potężnej Odish jest dobry? Oj bardzo, bardzo ciągnie mnie do poznania odpowiedzi na to pytanie ukryte w Przekleństwie Odi.

Książki nie będę tu polecać. Jeśli ktoś chce niech zacznie trylogię, jeśli nie to niech się nie zabiera. Tym którzy zaczęli jednak czytać pierwszą część, mogę powiedzieć z całą pewnością, że część druga jest jak najbardziej warta przeczytania.

Ocena: 7/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...